Powiedz o tym innym!

Po wprowadzeniu z „Mroczniejszego odcienia magii”, Victoria E. Schwab zabiera czytelnika w kolejną podróż po wielu Londynach. Mamy możliwość poznania różnych kultur Czerwonego Londynu oraz sprawdzenia, jak wielką siłą jest ujarzmienie dostępnych żywiołów.

Wpis na Facebooku — projekt bez tytułu — kopia e1523187984178 - Gdy normalność wcale nie przynosi wytchnienia czyli "Zgromadzenie cieni" V.E. Schwab
V. E. Schwab – Zgromadzenie cieni

Po uratowaniu życia księcia, wszystko się zmieniło. Kellowi nie dane jest zapomnieć, że to wszystko jego wina. Nie jest już cudownym antarim, który, jako jedyny, może podróżować między światami. To, co dawało mu wolność, zostało mu brutalnie odebrane. Teraz musi spowiadać się z każdego swojego kroku, niezależnie od świata. Jeśli myślał, że jego wyrzuty sumienia, to będzie najgorsze, z czym będzie musiał żyć, był w ogromnym błędzie.

Rhy, niesforny książę Czerwonego Londynu, nie jest sobą. Gdyby mógł cofnąć czas, do momentu, który na zawsze zmienił jego życie – zrobiłby to bez chwili wahania. Rozumie, dlaczego Kell to zrobił, ale też ciągle rozważa, czy to była właściwa decyzja. W odepchnięciu od siebie tych nieprzyjemnych myśli pomagają mu przygotowania do Igrzysk Żywiołów, których organizacja jest chlubą królewskiej rodziny.

Drogi Kella i Lili się rozeszły. Jej fascynacja magią nie stała się przez to mniejsza. To, co miało być zupełnie nieosiągalne, okazało się możliwe do nauczenia. Jak jej idzie nauka magicznych zawiłości? Przekonacie się czytając drugi tom cyklu – „Zgromadzenie cieni”.

Recenzja pierwszego tomu cyklu znajduje się tutaj

 Logika w stworzonym świecie do samego końca

Victoria E. Schwab dopracowała świat równoległych Londynów od ogółu do szczegółu. Każdy detal jest poparty logicznym uzasadnieniem. Nie każdy może podróżować w czasie i przestrzeni między równoległymi Londynami. Nie każdy może parać się magią. A nawet jeśli już umie czarować, to nie robi tego za darmo. Magia ma swoją cenę i czasem może być ona bardzo wysoka. To, że korzystanie z magii ma swoją cenę jest bardzo prawidłowym rozwiązaniem. Często w książkach o magii, jej używanie nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. To błąd, bo nawet długotrwały proces liczenia, czytania, pisania ma swoje efekty uboczne, zatem i magia powinna je mieć.

Autorka raz wybrała drogę, którą zmierza jej magia oraz konstrukcja świata i sukcesywnie zmierza w tym kierunku. Nie można się dopatrzeć uchybień w tworzeniu równoległych Londynów. Co najwyżej można mieć za złe fakt, że nie wszystkie są świetnie opisane. Ale podejrzewam, że wszystko jest do nadrobienia i co za dużo, to niezdrowo.

„Magia podróżowania działała tylko na dwa sposoby. Kell mógł się albo przenosić między dwoma różnymi miejscami w jednym świecie, albo trafiać w to samo miejsce w różnych światach.” [s. 115]

Rozwój Delilah i Kella

Delilah Bard okazała się kimś więcej niż tylko sprawnym łotrzykiem z ponurych ulic Szarego Londynu. Jej pragnienie posiadania magicznych zdolności zmusza ją do ciągłej walki ze swoimi słabościami i brakiem naturalnych możliwości. Victoria Schwab nakreśliła postać Lili jako tajemniczą, z pozoru obojętną, lecz w głębi serca niezwykle empatyczną i niepewną siebie. Dodatkowo mamy okazję obserwować, jak zmienia ją magia i osoby, które ją otaczają.

Kell ze wszystkich postaci najbardziej pozostał sobą. Nie zmienił drastycznie swojej ścieżki rozwoju, lecz odnosi się wrażenie, że podąża ku swojemu przeznaczeniu. Póki co nie wygląda ono zbyt różowo po wydarzeniach z „Mroczniejszego odcienia magii”. Podoba mi się kierunek, w którym zmierza jego los. Od początku cieszy mnie również fakt, że jest on bohaterem pierwszoplanowym. Przyjemnie się czyta tok jego rozumowania oraz podejście do świata, w którym magia jest czymś niezwykle pożądanym.

Porządny złoczyńca o dobrym sercu i niecodzienny książe

Rozwój księcia Rhy’a poszedł w zupełnie inną stronę niż myślałam. Książę wydoroślał, stał się spokojniejszy i jednocześnie nauczył się świetnie maskować swoje prawdziwe nastroje i obawy. Po pierwszym tomie uległam wrażeniu, że będzie on tylko zabawowym towarzyszem Kella, którego trzeba będzie ratować z opałów. A tu okazuje się, że będzie z niego dobry materiał na przyszłego króla Czerwonego Londynu. Pod warunkiem, że znajdzie właściwą księżniczkę, co będzie nie lada wyzwaniem (zrozumiecie czytając „Zgromadzenie cieni”).

Moją ulubioną postacią w tym tomie pozostanie Alucard Emery. Mam słabość do tego imienia od czasów Hellsinga. Ale nie tylko imieniem mnie zauroczył. Jest takim typowym łotrzykiem, który jest tylko z pozoru niepozorny. Jestem pewna, że Alucard w kolejnych tomach będzie miał swoją rolę do odegrania i chętnie zobaczę go w nowej scenerii.

„Na szczęście, uczyła się szybko i umiała zachowywać pozory, pod maską obojętności kryła żywe zainteresowanie i umiejętność zapamiętywania widzianych sytuacji. Była jak gąbka, chłonęła słowa i zwyczaje, uczyła się spojrzeć raz i udawać, że widziała to przedtem tuzin…sto razy.” [s. 133]

Perfekcyjna dbałość o szczegóły

Igrzyska Żywiołów były idealnym pretekstem, aby zaprezentować odbiorcy swoje pomysły na poszczególne kraje Czerwonego Londynu. To także świetna okazja do zapoznania z drobiazgami pałacu królewskiego w Czerwonym Londynie. Victoria Schwab wykorzystała obie sposobności tak, że czytając „Zgromadzenie cieni”, ma się przed oczami przepastne sale pałacu oraz wirujące żywiołem powietrza przedmioty.

Te książki przenoszą czytelnika do poszczególnych Londynów i zanurzają go zupełnie w tych światach. To sprawia, że trudno oderwać się od raz rozpoczętej lektury. Dokładnie tak samo miałam z książkami Forgotten Realms. To nie tylko książki pomagające przetrwać szarą podróż autobusem do pracy. To pozycje, które całkowicie wytrącają z obecnej rzeczywistości, w tę wykreowaną przez autora.

Wielokulturowość Czerwonego Londynu

To, co bardzo mi się podobało w „Zgromadzeniu cieni” to szersze przedstawienie mieszkańców oraz kultur krajów Czerwonego Londynu. Szary, Biały oraz Czarny nadal pozostają pewną tajemnicą oprócz ogólnych założeń ich istnienia. Czerwony z nich wszystkich wydaje się najbardziej swojski, zbliżony do naszej rzeczywistości. Przedstawienie poszczególnych krajów najlepiej widać w scenach powitania przez rodzinę królewską, wszystkich uczestników Igrzysk Żywiołów. Ten rytuał idealnie pokazuje różnice w zachowaniu, ubiorze, języku oraz relacjach poszczególnych państw. Victoria Schwab zadbała o najmniejsze szczegóły.

„Wszyscy byli ubrani w stylu faroańskim, finezyjnie owinięci pojedynczym kawałkiem tkaniny, którego koniec przerzucili sobie przez ramię jak pelerynę. Towarzysze lorda nosili intensywne purpury, podkreślone czernią i bielą, natomiast sam Sol-in-Ar wybrał biel; jedynie brzegi szaty wykończono lamówką w odcieniu indygo.” [s. 242]

Podsumowanie „Zgromadzenie cieni” V.E. Schwab

Podsumowując, „Zgromadzenie cieni” V. E. Schwab to godna kontynuacja „Mroczniejszego odcienia magii”. Tym razem jeszcze większy nacisk jest położony na poznawanie świata i rządzących nim prawidłowości. Wyeksponowanie różnic między krajami w Czerwonym Londynie jest odświeżającym powiewem dla cyklu. Fakt, że to właśnie w nim odbywają się Igrzyska Żywiołów sprawia, że Czerwony Londyn jest sercem tego tomu. To przypadnie do gustu fanom magii, która w „Zgromadzeniu cieni” wiedzie prym. Tak jak pisałam w recenzji pierwszego tomu – trudno się czyta obecny, bez przeczytania pierwszego. I zdanie podtrzymuję. Zacznijcie od początku, bo naprawdę warto!