Powiedz o tym innym!

Czerwony Londyn staje się centrum wydarzeń. I to niestety zupełnie innego pokroju niż Igrzyska Żywiołów. Jako jedyny wypełniony magią Londyn, okazuje się idealną pożywką dla prastarego magicznego bytu. Czy Kellowi, ostatniemu antariemu, uda się ocalić miasto?

Projekt bez tytułu 1 - Gdy mrok wygrywa ze światłem - "Wyczarowanie światła" V. E. Schwab
Victoria Schwab Wyczarowanie światła

Drugi tom – „Zgromadzenie cieni” zakończył się dramatycznie. Losy głównych bohaterów, ale i ich światów, stanęły pod znakiem zapytania. Lili Bard stała przed dylematem – kim tak naprawdę jest i jak rozwinąć własne umiejętności w kierunku, który wydaje jej się najbardziej intrygujący. Kell, który jest magicznie związany z księciem Rhy’em, stał przed obliczem pradawnej istoty, która choć trochę przypominała dawnego przyjaciela. Natomiast król i królowa Czerwonego Londynu staną przed nie lada wyzwaniem, które obudzi wiele wspomnień i refleksji.

Czytałam niepochlebne recenzje na temat „Wyczarowania światła”. Jako ostatni tom trylogii Odcienie magii musiał sprostać wysokim oczekiwaniom, które podwyższały poprzednie książki.  Miałam minimalną nadzieję, że uda nam się poznać trochę inne Londyny, jednak kolejny raz sercem fabuły stał się Czerwony Londyn.

W tym tomie mamy wielu narratorów. Oprócz Delilah, Kella i Rhy’a, których myśli mogliśmy poznać w poprzednich tomach, teraz V.E. Schwab pozwala nam zanurzyć się w głąb króla Maxima, królowej Emiry, czy pewnego ucieleśnienia zła. Wbrew pozorom, nie wyszło chaotycznie ani przesadnie w stosunku do fabuły. Ciekawie było poznać bliżej króla i królową, których wcześniej dostawaliśmy tylko z perspektywy innych bohaterów.

„Zacisnął palce i żyły mężczyzny pod nimi wybrzuszyły się, poczerniały i zaczęły się przebijać przez skórę. Zalśniły setki drobnych pęknięć, gdy mężczyzna zaczął wręcz płonąć magią, z ustami otwartymi w milczącym, euforycznym krzyku. Jego skóra odpadała płatami, ciało pokrywała jaskrawa czerwień, a potem czerń, aż ostatecznie się… rozpadło.” [s. 59]

Recenzję pierwszego tomu cyklu – „Mroczniejszego odcienia magii” – znajdziecie tutaj.

Jedyne, czego mi brakuje w trzecim tomie, to pozostałe Londyny. Najbardziej opisowy pod tym względem był pierwszy tom – „Mroczniejszy odcień magii”. Victoria Schwab oddała czytelnikowi namiastkę Białego i Szarego, ale niewystarczającą dla mojego łaknącego ich serca. Za bardzo ciekawy wtręt uważam całą podróż w poszukiwaniu sposobu na pokonanie odwiecznego zła. Miejsce, które odwiedzili bohaterowie mogłoby samo w sobie być ciekawym spin-offem.

Ile psychologii w fantastyce

W związku z dużą liczbą perspektyw w tym tomie, mamy możliwość obserwacji wydarzeń z poziomu różnych charakterów. Zaczynając od dynamicznej Lili, kończąc na apatycznym Kellu czy energicznym Rhyu. Co więcej, mamy teraz nawet podgląd myśli i uczuć królowej i króla Czerwonego Londynu. I to one w tym tomie są najciekawsze. Przynoszą ze sobą tajemnice, błędy przeszłości czy ukryte pragnienia.

„Niczego mu nie wybaczyła. Ale wszystko mu zawdzięczała.” [s. 122]

Każdy z nas ma maski. Maski na różne okazje. Podobnie jest z bohaterami V.E. Schwab. Świat przez nią wykreowany jest momentami bardzo brutalny dla tych, którzy za późno nauczyli się przywdziewać maski we właściwych momentach. Doświadcza tego Kell, którego stoickość zostaje naruszona przez los przyrodniego brata. Kell od zawsze jest tym, który broni. Nie zdawał sobie sprawy, że jest jednocześnie tym, któremu zazdroszczą. Wiele niuansów pomiędzy bohaterami wychodzi właśnie w tej części Odcieni magii. Pod wieloma względami „Wyczarowanie światła” jest najsmutniejszą częścią ze wszystkich. Jest jednocześnie najmniej dynamiczną, więc jeśli nastawialiście się na ogrom akcji, jak w poprzednich częściach, to nie tędy droga. To część, która spaja pozostałe, zamyka niedokończone wątki i jednocześnie zostawia wystarczająco otwartą fabułę, aby wrócić do niej za jakiś czas.

„Czasami trzeba udawać, wszyscy o tym wiedzą. Udawać szczęśliwą. Udawać dzielną. Udawać silną. Jeśli człowiek udaje coś przez dostatecznie długi czas, to coś staje się prawdą.” [s. 153]

Beznadzieja i obojętność jako broń przeciwko bolesnym uczuciom

Holland jest w całej trylogii bohaterem tragicznym. Od momentu, kiedy poznajemy jego historię, wiemy, że nie może ona skończyć się dobrze. To świetnie napisana postać, do której pozostali bohaterowie żywią skrajnie różne uczucia. Od samego początku wyzwalał we mnie nienawiść na zmianę z litością. Napisać Hollanda tak, aby nie był on skrajnie zły, lecz w odpowiednich momentach budził w czytelniku zwątpienie, jest naprawdę majstersztykiem. Na początku trylogii otrzymujemy świat, w którym jest on po prostu innym antarim, magiem. Zupełnym przeciwieństwiem Kella, ale od niego potężniejszym w magicznej sztuce. W drugim tomie poznajemy go bliżej, a autorka skutecznie budzi w nas negatywne uczucia ku Hollandowi. Pod warunkiem, że od początku lubiliście Kella. Gdy wasz wybór padł na Hollanda, z pewnością nie lubiliście Rhy’a, a szanowaliście Lilę za jej niezależność. Holland jest jedyną postacią, której maska staje się drugą twarzą. Inni bohaterowie opadają czasem ze stworzonych przez siebie kreacji, natomiast Holland robi to marginalną ilość razy. Jest idealnym przykładem, jak można zmiażdżyć ludzką osobowość.

Recenzję drugiego tomu „Zgromadzenia cieni” znajdziecie tutaj.

” – Wiem – uciął Rhy tonem, który mówił: „Przestań” i „Ufam ci”.” [s. 312]

Kell i Lila są parą bohaterów, których jednocześnie do siebie ciągnie i odpycha. Jej brak zasad moralnych narusza podstawowe wartości Kella. Z kolei jego „nieżyciowość” potrafi irytować Lilę do granic możliwości. Ich linie się przeplatają już od pierwszego tomu, ale zarówno Kell, jak i Lila są wtedy zbyt zaprzątnięci innymi sprawami, aby myśleć o sobie. Ten tom przynosi świeżość w tym zakresie. Bohaterowie nie myślą w jednej płaszczyźnie. Kell nie żyje już tylko byciem antarim i związanym z tym obowiązkom. Lila nie jest już małą złodziejką, której domem był Szary Londyn. Alucard Emery nie jest już tylko pirackim kapitanem, który zna wiele różnych sztuczek magicznych. Postaci rozwijają się przez wydarzenia fabularne, czasem w kierunkach, o których wcześniej nawet nie marzyli.

„Stała kompletnie nieruchomo, poza bezgłośnym drżeniem jej piersi, ale widział burzę w jej oczach, napięcie w zaciśniętych szczękach i przypomniał sobie, że wtedy pomyślał, iż wygląda staro jak na osobę tak młodą. Może nie wyglądała na starą, ale na znużoną ciężarem własnego umysłu. Lęki przecież sporo ważą.” [s. 419]

Podsumowanie cyklu Odcienie Magii V.E. Schwab

Jestem zafascynowana światem, który wykreowała V. E. Schwab. Polecam wszystkim fanom Forgotten Realms, którzy dzięki temu cyklowi przypomną sobie czasy bezsennych nocy. Zalecam jako świetną lekturę dla osób, które z fantastyką nigdy nie miały do czynienia. Absolutnie odradzam czytanie w nieprawidłowej chronologii. Zbyt dużo dzieje się w warstwie fabularnej oraz w rozwoju bohaterów, aby można było swobodnie zacząć od drugiego, czy też trzeciego tomu. Mimo iż autorka wyjaśnia niektóre kwestie z poprzednich książek cyklu, to jednak nie zastępuje to przeczytania całej historii. Dla przykładu wątek Delilah Bard nabiera sensu dopiero, gdy pozna się ją w pierwszym tomie, przestanie lubić w drugim i wybaczy jej w trzecim. Jeśli szukacie cyklu, który pokazuje, jak niebezpieczna, ale jednocześnie obezwładniająco piękna potrafi być magia, to Odcienie magii V.E. Schwab będą idealne!