Powiedz o tym innym!

Wracamy do Holandii, która po strasznych wydarzeniach z „Motyla i burzy”, próbuje je dopiero zrozumieć.  Walter Lucius tym razem raczy odbiorcę dynamiczną akcją i dylematami moralnymi.

Untitled design 1 - Jak odzyskać własną tożsamość? "Walka cieni" Walter Lucius
Walka cieni Walter Lucius

Farah Hafiz kontynuuje dziennikarskie śledztwo w sprawie firmy AtlasNet. W całą sprawę jest zamieszany rosyjski oligarcha, który nie zawaha się przed użyciem żadnych środków, aby wyciszyć tę aferę. Paul Chapelle, kolega Farah też zostaje wtajemniczony w całą akcję i ma jej pomagać. Potrącony przez samochód afgański chłopiec wraca powoli do zdrowia w holenderskim szpitalu. Przeraża go to gdzie się znajduje i stan jego ciała. Nie rozumie ludzi, którzy go otaczają i nie czuje się tam bezpiecznie. Zniknęła jedyna osoba, którą rozumiał – Farah. Czy uda jej się doprowadzić śledztwo do końca i wrócić bezpiecznie do Holandii?

Wymiana głównych bohaterów

W poprzedniej części trylogii Heartland mieliśmy kilku narratorów, zależnie od rozdziału. Była tam Farah Hafiz, holenderska dziennikarka pochodząca z Afganistanu. To ona była głównym motorem poruszającym akcją. Kolejną postacią był młody detektyw Joshua Calvino. Żółtodziób, ale z werwą. Okrzyczany policyjnym modelem z uwagi na swój nienaganny wygląd i swoją sportową formę. Drugim narratorem z poziomu policyjnego śledztwa był inspektor Marouan Diba. Stanowił idealny kontrast dla Calvino. Jego ciała lata świetności miało już za sobą, a umysł drażniło wiele złych emocji. Ostatnią osobą, której myśli poznawaliśmy był Paul Chapelle, dziennikarz, który zna od dzieciństwa Farah Hafiz.

W „Walce cieni” Walter Lucius postanowił zmienić niektóre postaci. Decyzja w przypadku niektórych z nich była logiczna, ale nie chcę spoilerować pierwszej części. Nadal spotykamy na łamach powieści Farah Hafiz oraz Paula Chapelle. Tym razem za to zamiast Joshui Calvino i Marouana Diby autor przedstawia nam w szerszej perspektywie Rajdena Tomasoę oraz Esther van Noordt. A wszystko to z korzyścią dla fabuły i ogólnego spojrzenia na książkę. Z reguły książki w serii mają tego samego narratora, aby czytelnik czuł pewną spójność. Tutaj nadal zostaje ona zachowana, a jednocześnie mamy możliwość poznania postaci, które w pierwszym tomie były wyłącznie drugoplanowe.

„Nie potrafił sobie radzić z ciepłem, jakim obdarzali go ludzie, było mu wtedy co najmniej nieswojo. Po raz kolejny uświadomił sobie, jak potężna jest w nim niemożność odpowiedzenia serdecznością na serdeczność, ciepłem na ciepło, miłością na miłość.” [s. 89]

Co państwo, to inne obyczaje

Akcja „Walki cieni” ma miejsce w kilku krajach: Rosji, Holandii oraz Indonezji. Niezły rozstrzał, prawda? Dzięki temu, że bohaterowie trochę podzielili się lokalizacją, mamy dodatkowo możliwość poznania poszczególnych krajów. Nie jest to poradnik turystyczny oczywiście, ale autor zwraca uwagę na to, którędy postaci jadą lub idą. Nazwy ulic lub charakterystycznych miejsc sprawiają, że podróżujemy razem z bohaterami. Często z łatwością możemy nakreślić sobie mapę ich wypraw. To plus dla fanów szerszego tła książki niż tylko wewnętrznych monologów postaci.

„W czasach Związku Radzieckiego torturowano tutaj tysiące więźniów politycznych. Od tamtej pory minęły już dziesięciolecia, ale w powszechnym mniemaniu Rosjan wciąż było to istniejące poza prawem miejsce, w którym można było zniknąć bez śladu.” [s. 121]

Inny wymiar pracy policyjnej

Radjen Tomasoa oraz Esther van Noordt prezentują zupełnie inny styl pracy niż Diba i Calvino w poprzedniej części. Tamta para zachowywała się trochę jak dobry i zły glina. W tej parze nie mamy tego odczucia. Radjen i Esther wydają się dobrze uzupełniać, ale w bardziej dedukcyjnym stylu niż konfrontacyjnym. Diba i Calvino nie byli też tak dobrze dobrani, choć starali się współpracować. Calvino jako ambitny policjant lubiący detale, był przeciwieństwem Diby, któremu wszystko zdawało się być obojętne. Często też funkcjonowali tylko obok siebie, bez ścisłej kooperacji. Natomiast w przypadku Radjena i Esther sytuacja ma się znacznie lepiej, także dla samego śledztwa. Mimo że pozostają w relacji przełożony – podwładna, to w ich stosunkach tego nie widać. Jasne, Esther musi wykonywać rozkazy Radjena, ale nie zamierza ślepo za nimi podążać. Otwarcie potrafi powiedzieć, kiedy coś jej się nie podoba. To zupełnie inaczej niż poprzedni partnerzy.

Co jeszcze ich łączy? Obydwoje podążają za prawdą, nie są skorumpowani i umieją chłodno myśleć, nawet w krytycznych sytuacjach. Radjen czuje się komfortowo będąc z Esther, czego nie odczuwał dawno przy żadnej kobiecie. Nie pozwala jednak, aby te emocje przysłoniły mu ich zawodową relację. Esther zaś jest dość tajemniczą postacią, od której z pewnością bije profesjonalizm. Nie daje się ponieść emocjom, wyważa swoje zdania i uzupełnia Radjena w drugą perspektywę, której mu czasami brakuje.

„I na ten moment czekał Tomasoa. Na moment zachwiania. Moment, w którym człowiek z poczuciem wyższości musiał uznać, że ta wyższość jest kwestią umowną i że ta umowność właśnie została obnażona. Odchylił się swobodnie w fotelu, starając się, żeby jego głos miał jak najbardziej spokojnie i naturalne brzmienie.” [s. 168]

Psychologiczne smaczki w serii Heartland

Podobnie jak w „Motylu i burzy”, tak i w „Walce cieni” mamy do czynienia z bardzo bogatym światem wewnętrznym narratorów powieści. Obojętne czy aktualnie przedstawia akcję Farah, Radjen czy Paul, wczuwamy się w nich. Ich emocje stają się naszymi emocjami. Złość, ulga, strach czy nienawiść – to wszystko funduje czytelnikowi Walter Lucius. W najnowszym tomie Heartland widać to jeszcze bardziej. Poprzednia część toczyła się wokół jednego aspektu, a „Walka cieni” rozszerza wizję, którą dla tej powieści ma autor. Wybór postaci, które są narratorami tej części też pozytywnie wpłynął na jej odbiór. Zarówno komisarz Radjen, jak i większa doza Paula Chapelle, pozwalają lepiej poznać zarówno Farah, jak i pozostałe postaci drugoplanowe.

„Uśmiech inteligentnej kobiety, która poznała już dokładnie ciemniejszą stronę życia, ale zdecydowała się wrócić na jaśniejszą. Widać to było po jej stroju, białej bawełnianej bluzce w kwiatki i odpowiednio dobranej spódnicy. Przesadna elegancja nie była jej potrzebą, nosiła to, w czym było jej wygodnie, ale robiła to z klasą.” [s. 226]

Scenariusz czy proza – co za różnica?

Walter Lucius, prawdziwie zwany Walterem Goverde to holenderski scenarzysta. Pierwszy tom cyklu Heartland – „Motyl i burza” – dostał już kilka nagród w wielu krajach. Prawa do książki zostały już sprzedane do siedmiu krajów. Jak sam Walter twierdzi, nie ma różnicy przy pisaniu prozy czy scenariusza. Zawsze musi być początek, rozwinięcie i zakończenie. Różnica tkwi w tym, że w książce można pokazać wewnętrzny świat bohaterów, co Walterowi wyszło naprawdę dobrze. Walter przyznaje także, że nie chciałby nigdy sam sfilmować swoich powieści. Ma zbyt osobiste podejście do nich i jest zbyt zżyty emocjonalnie z przedstawianymi postaciami.

Podsumowanie „Walka cieni” Walter Lucius

Bałam się kontynuacji „Motyla i burzy”, bo wiedziałam jak się skończyła tamta powieść. Zastanawiałam się jak daleko, jako pisarz, jest w stanie posunąć się Walter Lucius. Potrafi być bezwzględny, jeśli chodzi o swoich bohaterów. Umie jednak pokazać dlaczego tak postąpił. I tę cechę uważam za naprawdę znakomitą. Najgorzej jest wtedy, gdy autor książki robi nagle coś takiego z fabułą, co wydaje się nielogiczne, sprzeczne z intencjami i tak niesprawiedliwe, że nie chce się czytać dalej. W „Walce cieni” taka sytuacja nie nastąpiła i całe szczęście! Polecam każdemu, kto szuka nietypowego thrillera z lekko politycznym tłem. Będzie idealny dla wszystkich, którzy lubią dobrze nakreślone postaci, w które z łatwością można się wczuć.

Recenzję pierwszego tomu – „Motyl i burza” Walter Lucius – znajdziecie tutaj.