Powiedz o tym innym!

Zanurzmy się w Warszawie z początku XX wieku. Wkroczmy w świat, w którym walczyło się o każdy grosz. Stańmy się na chwilę sutenerami, prostytutkami, a nawet samym namiestnikiem Królestwa Polskiego. Co ich wszystkich łączy?

Projekt bez tytułu 1 - Dwudziestowieczne sutenerstwo według Wacława Holewińskiego w "Pogrom 1905"
Pogrom 1905 Wacław Holewiński

Rok 1905 był burzliwym czasem dla naszego wschodniego sąsiada. Przyjacielem go wtedy nie mogliśmy nazwać, a i dziś trudno przechodzi to przez gardło. Imperium Rosyjskie zmagało się z buntem wobec swojej polityki nie tylko we własnych granicach, ale także w Królestwie Polskim. Nie było dnia bez zamachu. Tak pokazywaliśmy swoje niezadowolenie z polityki i powszechnej przemocy, która była jedynym sposobem na posłuszeństwo.

Konstantin Maksymowicz, ówczesny namiestnik rosyjskiego władcy w Kraju Nadwiślańskim, obawia się o życie swoje i swojej rodziny. W obliczu codziennych zamachów nie jest to zadziwiające. Konstantin sam nie wie co gorsze – to, że otaczają go ci podli ludzie, którzy tylko czyhają na jego potknięcie, czy fakt, że powrót do matki Rosji byłby plamą na honorze. Wiadomo, że wszyscy tutaj go nienawidzą. Panika w głowie, nienawiść w sercu. Jak tutaj przeżyć jeszcze jeden dzień? Najlepiej w Twierdzy Zegrze, tu jest w miarę bezpiecznie. Nawet dla niego.

„Odłożyła pieniądze do kasy, drobne, jak zawsze, oddała służącej. Potem słuchała, ilu klientów miała która z panienek, moczyła stalówkę w atramencie i starannie zapisywała w kajecie. Była dumna ze swego pięknego, kaligraficznego pisma.”[s. 12]

Jak się żyło w 1905 roku?

„Pogrom 1905” to przede wszystkim historia zwykłych ludzi, których przeznaczeniem było żyć w tamtych czasach. Pani Szlimakowska to stanowcza i przedsiębiorcza kobieta, która opiekuje się swoimi dziewczętami jak może. Bez przesadniej czułości oczywiście. Jeśli spotka jakąś syfilis, to wyłącznie jej wina i problem. Taka córa Koryntu nie jest już w żaden sposób przydatna. A wiedzieć wam trzeba, że kiła była w tamtych czasach śmiertelnym zagrożeniem dla każdego, kto ją złapał. Była ona wyrokiem i nikt nie miał sentymentu dla grzesznic, które go dostały.

Są także inne postaci, które opowiadają swoje historie w poszczególnych rozdziałach. Z jednej strony poznajemy stróżów ówczesnego prawa, dziennikarza i nawet alfonsa. Z drugiej otrzymujemy perspektywę prostytutki, zagubionego mężczyzny, doktora Goldenberga czy żony generała. Co rozdział autor prezentuje fragment innej perspektywy, co (o dziwo!) nie wprowadza w fabułę ani logikę, żadnego chaosu. Wspomagają w tym na pewno objętości rozdziałów, które nie są męczące i zachęcają do czytania dalej. Przede wszystkim zaś, spojrzenia te idealnie się uzupełniają i nie pozwalają czytelnikowi zamknąć się na jedną konkretną ocenę sytuacji. Genialne!

Kunszt pisarski Wacława Holewińskiego

Zachwycił mnie od pierwszych stron. Są takie książki, w których człowiek zatraca się od razu i tak było w tym przypadku. To nie jest łatwa lektura. Dla niektórych może być nawet nieciekawa! Ale gdy odbiorca da się ponieść emocjom, którymi natchnął słowa Wacław Holewiński, to nie ma dla niego ratunku.

„Buran był pięknym, brudnokasztanowym, z białymi skarpetkami na tylnych nogach, o suchej budowie ciała ogierem achał-tekińskim, sprowadzonym specjalnie dla niego z Turkmenistanu. O wierzchowcach tej rasy krążyły wśród jeźdźców legendy, a ci, którzy mieli z nimi do czynienia, twierdzili, że to charty wśród koni. Generał dbał o niego bardziej niż o swoje kobiety.” [s. 35]

Wacław Holewiński jest prawnikiem i pisarzem, a także członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. „Pogrom 1905” jest jego dziesiątą powieścią. Niektóre z nich były wielokrotnie nagradzane, a sam Wacław, odznaczany orderami o znaczeniu krajowym. Po przeczytaniu „Pogromu 1905” absolutnie mnie to nie dziwi. Powieść historyczna musi być napisana intrygująco z kilku powodów. Dla czytelnika, który lubi takie powieści, musi znaleźć się w nich element zaskoczenia. Dla odbiorcy, który nigdy nie miał z nimi do czynienia, musi się znaleźć element tajemnicy i jednocześnie wprowadzenia w klimat. W „Pogromie 1905” odnajdą się oba rodzaje czytelników.

„Lubili się, Blikle opowiadał mu sporo o dziadku, o szwajcarskim kantonie Graubunden, skąd wywodził się ród, o jego stolicy, mieście Chur, o tamtejszym baronie Danielu Salis-Soglio, który zbudował twierdzę Przemyśl.” [s. 49]

Smaczki z dawnych lat czyli jak napisać dobrą powieść retro

W „Pogromie 1905” nie odczuwa się stylizacji języka.  Od pierwszej strony nasiąka się czasami z początku XX-ego wieku i zatraca z każdą następną. Wacław Holewiński stworzył klimat tamtych czasów, posługując się nie tylko językiem, ale ilustracjami, postaciami i prawdziwymi wydarzeniami. Nie odnosimy wrażenia, że za chwilę wynurzymy się znów w 2018 roku, lecz całkowicie zapominamy o tu i teraz. Miałam spory problem na początku z odnalezieniem się w teraźniejszości podczas czytania lektury Wacława Holewińskiego. Uważam to za ogromny plus książki historycznej.

goldenberg - Dwudziestowieczne sutenerstwo według Wacława Holewińskiego w "Pogrom 1905"
Źródło: http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/plain-content?id=19474

Nie samym językiem człowiek żyje i Wacław Holewiński to przewidział. Oprócz wzmianek i samej postaci dziennikarza z „Kurjera Warszawskiego”, mamy dr Jakóba Goldenberga, pioniera w swojej dziedzinie chorób kobiecych. Nierządnice i burdelmamy słynęły z tego, że dbały o zdrowie. Bez tego nie było klientów lub traciło się klientów. Żadna z opcji nie jest pożądana w tym zawodzie. A doktor Goldenberg pomagał jak mógł. Dokształcał się, czytał zachodnie gazety i próbował niekonwencjonalnych podejść. A przede wszystkim szerzył konieczność zapobiegania problemom niż ich leczenia. To jedna z najsympatyczniejszych postaci w tej książce. Pozostałym można przypisać dobre i złe cechy, natomiast dr Goldenberg jest lekarzem z powołania, którego nawet teraz chcielibyśmy spotkać.

” – Schaudinn F., Hoffmann E.: Vorlaufiger Bericht uber das Vorkommen v+on Spirochaeten in syphilitischen Krankheitsprodukten und bei Papillomen – Jakób Holdenberg swoim perfekcyjnym niemieckim przeczytał tytuł na głos. – Co to jest? – Być może ratunek dla twojej pacjentki.” [s. 100]

Jawnogrzesznica niejedno ma imię?

W „Pogromie 1905” mamy jednakże dwa rodzaje prostytutek, co potwierdzają relacje z „Kurjera Warszawskiego”. Te brudne i zaszczute, które przyjmują klientów gdziekolwiek, a alfonsi interesują się tylko pieniędzmi, które zarobią. Tych sutenerów nie interesuje ich zdrowie ani życie. Dziś są, jutro ich nie ma, trudno. Znajdą się następne, obojętne jakim sposobem. Z drugiej strony mamy panie, które przynoszą zdecydowanie więcej dochodu, bo są piękne, wyperfumowane, a przede wszystkimumyte.One dbają o klienta, ale jednocześnie kalkulują jak wyciągnąć z niego najwięcej, jak najmniejszym kosztem. To w tych kosztownych burdelach goszczą żołnierze wrogiej armii i ważni przedsiębiorcy. To fascynujące, że w tak niewielkiej książce, autorowi udało się to wszystko skomasować.

Wiele rozdziałów rozpoczyna adekwatna do nich ilustracja. Obojętne, czy jest to pocztówka z tamtego okresu, ogłoszenie z gazety czy zdjęcia dwudziestowiecznej Warszawy. Ilustracje odpowiadające tamtym czasom, których spis znajdziemy na końcu książki, dopełniają obrazu tej wyśmienitej książki mającej miejsce w dwudziestym wieku.

Jak odgadnąć emocje miasta?

Podobnie jak Jerzy Drwęcki w powieściach Konrada T. Lewandowskiego, tak i policjanci w „Pogrom 1905” umieją nasłuchiwać emocji miasta, w którym pracują. Co więcej, czytelnik z rozdziału na rozdział też zaczyna odczuwać rosnące napięcie. Czujemy końcówkami nerwów, że już za chwilę wydarzy się coś strasznego. Coś, czego być może dałoby się uniknąć, gdyby posłuchało się bardziej głosu miasta.

„To pożegnanie w Warszawie. My w wagonach, ludzie na peronach, krzyk, płacz. Nikt nie wiedział, czy kiedykolwiek zobaczy najbliższych. To nie wyrok, panie redaktorze, jest najgorszy, a niepewność.” [s. 105]

Jak zaczniecie szperać w historii w poszukiwaniu epizodów z 1905 roku, a najlepiej z maja, nie znajdziecie nic szczególnie dziwnego. Dopiero jak zacznie się grzebać głębiej, można odnaleźć wzmianki na temat mordu Żydów na Żydach tudzież bestialskiej zemsty na żydowskich burdelach. Bito i mordowano zarówno sutenerów, jak i nierządnice. Nie było żadnej taryfy ulgowej.  Tłum, który atakował działał jak dobrze naoliwiona maszyna, przemieszczając się z domu do domu, dokładnie wiedząc gdzie powinien trafić. Jak nagle się zaczęło, tak nagle się skończyło. Do dziś można wyłącznie dywagować, co było powodem tych zamieszek. Dlaczego akurat sutenerzy i dziwki? Czemu maj 1905 roku? Czy to zemsta jednej klasy Żydów na innej? A może podłoże tego mordu ma miejsce wyżej, w politycznych kręgach? Najważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie: czy ktoś zyskał na pogromie z 1905 roku?

„Tak, Jurin czuł, że coś niedobrego się dzieje. Zbyt długo był policjantem, aby nie wyczuwać nastroju miasta, jakiegoś rodzaju podniecenia, emocji, które rosły wokół niego, piętrzyły się, tworzyły mgłę tajemnicy.” [s. 185]

Jakie było Cesarstwo Rosyjskie każdy wie?

Rewolucja w 1905 roku w Cesarstwie Rosyjskim była spowodowana absolutną władzą cara. Uciemiężeni przedsiębiorcy i robotnicy coraz mocniej odczuwali dysproporcje społeczne. W tych latach pozycja Rosji jako hegemona Europy też nie była już taka oczywista. Zaczęli przegrywać, a wzrost cen uderzył w całe społeczeństwo. Skutkiem czego nie tylko my, Polacy byliśmy niezadowoleni, lecz także Rosjanie. Tylko z trochę innych powodów.

„Szukał czegokolwiek, czym mógłby się zachwycić. Wszyscy krzyczeli, że piękne kobiety. Nasłuchał się był od swoich oficerów. Niechby i najładniejsze, ale wszystkie gotowe sprzedać swą cześć za jałmużnę, z każdej można było uczynić metresę.” [s. 199]

Od zawsze trwa jakiś mit, który przewija się w wielu opowieściach. Mit Polaka – ważniaka. Ot, mamy podobno tak wysokie mniemanie o sobie, że aż wstyd. To także jest jeden z aspektów poruszanych przez Wacława Holewińskiego. Dla odmiany nie martyrologia naszego narodu, a raczej wytrwałość i duma z przynależności do tego kraju.

„Znał to ich przeklęte poczucie wyższości. Przeklęte pszeki. Rosjanin, choćby i car, nie mógł się z nimi równać. Słyszał od Wielopolskiego, do niego też nie miał zaufania, to ich powiedzenie „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Glisty, sprzedajne glisty. Dostałby taki bizunem raz i drugi w mordę, i chował w mysiej norze. Równy… Cały ten ich szlachecki powab, urok, barachło.” [s. 200]

Podsumowanie „Pogrom 1905” Wacław Holewiński

Książka Wacława Holewińskiego ucieszy każdego fana kryminałów retro. A ponieważ dodatkowo jest oparta na faktach, oczaruje amatorów powieści historycznych. Jeśli szukacie książki z wielością bohaterów, wśród których próżno szukać głównej postaci, to jesteście w idealnym miejscu. „Pogrom 1905” będzie świetnym prezentem dla mola książkowego, który twierdzi, że nic go już nie zaskoczy. Coś mi mówi, że zda się także w momencie typowego marazmu i zastoju czytelniczego. Ta lektura to także ćwiczenie dla umysłu, który zadowoli się fabułą, ale z radością zacznie rozgryzać wszystkie literackie smaczki.