Powiedz o tym innym!

Seans w Domu Egipskim to idealna okazja, aby zaistnieć na salonach. Profesorowa Szczupaczyńska nie przepuści takiej możliwości. To wtedy ma nastąpić całkowite zaćmienie Księżyca. To wtedy Szatan przybywa do Krakowa.

Projekt bez tytułu 2 - Gdy seans spirytystyczny kończy się nieoczekiwanym rezultatem - "Seans w Domu Egipskim" Maryla Szymiczkowa

Maryla Szymiczkowa Seans w domu egipskim

Zaczynamy z przytupem, jak zwykle w przypadku Maryli Szymiczkowej. Prolog zostawił mnie z jednoczesnym zaskoczeniem, rozbawieniem i zaintrygowaniem. Ucieszyłam się, że ten cykl kryminałów nie stał się szablonowy i nadal mnie czymś zaskakuje. Profesorowa Szczupaczyńska z tomu na tom nie staje się uroczą kobietą w średnim wieku, lecz nadal jest zagadkową bohaterką, którą da się lubić. Porównywana do panny Marple od Agathy Christie, jest nietuzinkową postacią. Zazwyczaj w kryminałach mamy śledczego lub dziennikarza. Zawsze prawie mężczyznę. A tu niespodzianka. Nie dość, że nie śledcza, to jeszcze zwykła mieszczka.

„A potem dopiero zrozumiała, że po paru rozwiązanych zagadkach stała się uzależniona od zbrodni jak morfinistka od swojej ukochanej trucizny – i że w gruncie rzeczy życzyłaby sobie, żeby miniony wieczór był wieczorem zbrodni. [s. 79]

Widzimy Kraków 1898 roku, cesarzowa Elżbieta Bawarska vel Sissi, zostaje zamordowana przez zamachowca, a temat tej anarchistycznej napaści nie ustaje na krakowskich salonach. Jakby tego było mało, do miasta przybywa Szatan w osobie Stanisława Przybyszewskiego. Oczekiwany na salonach, przynosi ze sobą powiew nowości. Nowości, którą nie wszyscy witają z otwartymi ramionami.

Recenzję pierwszego tomu Maryli Szymiczkowej „Tajemnica domu Helclów” znajdziecie tutaj.

Zdania wielokrotnie złożone są dla autorów kryminałów, pod banderą Maryli Szymiczkowej, chlebem powszednim. Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński wrzucają czytelnika w dziewiętnastowieczny Kraków z rozpędem i pełną świadomością tamtych czasów. 

„Szatan przyjechał do Krakowa wcale nie – jak można się było spodziewać – czarną karetą zaprzężoną w rumaki czterech jeźdźców apokalipcy, ale najzwyklejszym pociągiem dalekobieżnym Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej o godzinie drugiej czterdzieści trzy po południu (kursuje trzy razy na dobę, codziennie, z wyjątkiem niedziel i dni świątecznych), w dodatku – czego nie omieszkano z przekąsem skomentować w niektórych krakowskich salonach, na przykład przy ulicy Świętego Jana 12, w starożytnym domu Pod Pawiem – wagonem trzeciej klasy.” [s. 13]

Zatapiamy się w krakowskich uliczkach i wystawnych rautach. Przyzwyczajamy się, że etykieta była najważniejsza, a wstyd potrafił wtedy prowadzić do skrajnych rozwiązań. Razem z Zofią Szczupaczyńską przyjmujemy z lekkim rozbawieniem wady jej męża. Czujemy ekscytację profesorowej kolejną zbrodnią (i oczywiście jednoczesne wyrzuty sumienia z tego powodu). Jak sam Jacek Dehnel mówi, pisanie o Krakowie w tamtych czasach to była czysta przyjemność. Też z uwagi na to, że zachowała się pokaźna bibliografia opowiadająca o mieście i życiu w nim.

Seans w domu egipskim i ówczesna medycyna

Podczas studiów chodziłam na zajęcia z toksykologii. Tam poznałam Paracelsusa i jego słynną sentencję: Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum. To przede wszystkim dawka czyni truciznę. Możemy latami przyjmować arszenik i nic nam nie będzie, dopóki nie przekroczymy peewnej magicznej granicy. To właśnie podoba mi się w książkach Maryli Szymiczkowej. Nie dostajemy tylko jakiejś zagadki kryminalnej osadzonej w przeszłości. Otrzymujemy kompleksową warstwę historyczną, kryminalną i obyczajową.

Recenzję „Rozdartej zasłony” – drugiego tomu przygód profesorowej Szczupaczyńskiej – znajdziecie tutaj.

Pomysł z seansem sprirytystycznym uważam za ciekawy. Też dlatego, że wtedy nie było efektów specjalnych i byłam zaintrygowana jak zostanie wywołany ów duch oraz kto będzie medium. Poza tym spirytyzm był wtedy nowością i przynosił dreszczyk emocji. Chciałam zobaczyć jak w takiej sytuacji zachowa się konserwatywna profesorowa Szczupaczyńska. To, co zadziało się wokół, było dodatkowym plusem najnowszej książki Maryli Szymiczkowej.

Dekadentyzm i Stanisław Przybyszewski

Dla tradycyjnej profesorowej Szczupaczyńskiej, dekadentyzm Przybyszewskiego jest jak płachta dla byka. Poczucie totalnej beznadziei, która ciągnie się za jego towarzystwem, zupełnie przeczy entuzjazmowi i energii, którą profesorowa wciela w życie. Nie do końca podobają jej się zmiany, które wiszą w powietrzu, i które świetnie uosabia Stanisław Przybyszewski właśnie. Fatalizm bijący od postaci tego poety wyziera z „Seansu w domu egipskim” bardzo skutecznie. Wcale nie dziwię się, że profesorowa nie chciała mieć z nim nic wspólnego! Trzeba jednak przyznać, że kreacja Przybyszewskiego wyszła autorom znakomicie. Dokładnie tak go sobie wyobrażałam podczas lekcji języka polskiego i omawiania artystów Młodej Polski.

„- Kimże jestem, żeby bronić komukolwiek jego czy jej uczuć? Naczelnikiem więzienia, z czyimś sercem zamkniętym w klatce, okutym w kajdany, w średniowieczny pas cnoty, do którego kluczykiem jest moja ślubna obrączka?” [s. 174]

Podsumowanie „Seans w domu egipskim” Maryla Szymiczkowa

Styl Maryli Szymiczkowej od samego początku jest odpowiednio wystylizowany. Nie ma tutaj pomyłek ani słownictwa, którego w tamtym okresie nie było. I to jest piękne. I jednocześnie niesamowicie trudne do napisania. „Seans w domu egipskim” nie przebija na głowę poprzednich części, ale jest dobrą kontynuacją serii o Zofii Szczupaczyńskiej. Dla fanów kryminałów retro będzie bardzo dobrą pozycją. Spokojnie można czytać ją jako samodzielną powieść w stosunku do poprzednich części.