Powiedz o tym innym!

Istnieją cztery równoległe światy. We wszystkich jest Londyn, choć jako czysto umowny znak rozpoznawczy. Czarny, Szary, Czerwony i Biały współistnieją, a podróżować między nimi mogą tylko magowie antari. Kell jest jednym z dwóch antarich. Tylko oni przenoszą informacje pomiędzy światami. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Stay in and - Personifikacja magii i równoległe światy w "Mroczniejszym odcieniu magii" V.E. Schwab
Mroczniejszy odcień magii V.E. Schwab

Witajcie w Czerwonym Londynie, który jest ostatnim miejscem wypełnionym pełną harmonii magią. Tu mieszka królewska rodzina Mareshów, mająca w swym gronie maga Kella. Jako jedyny podróżuje on pomiędzy Londynami, dostarczając informacje i przynosząc nowe. Jak przystało na różne światy, poznaje on tam wiele osób, nie zawsze przyjaźnie nastawionych. Kell musi znać wiele technik komunikacji, aby sprawnie manewrować pomiędzy władcami poszczególnych Londynów. Duże brzemię jak na młodego mężczyznę. Nic dziwnego, że szuka odmiany w przemycaniu artefaktów pomiędzy światami. Adrenalina, odmiana i ciągłe niebezpieczeństwo są czymś, czego wielokrotnie szukamy. Jednak gdy ono nas znajdzie, okazuje się, że nie jest tym, czego szukamy.

„Było to drewniane pudełko, mniej więcej rozmiaru dłoni, zamknięte na prosty metalowy zatrzask. Kiedy odgiął zatrzask i kciukiem odsunął wieczko, pudełko rozłożyło się w coś na kształt szachownicy z pięcioma wyżłobieniami, z których każde zawierało jeden żywioł.” [s. 25]

Bohaterowie, którzy nie zostawiają czytelnika obojętnym

Moje pierwsze skojarzenie po spotkaniu z Delilah Bard było takie, że już gdzieś to imię i nazwisko widziałam. Przypomniałam sobie, że Charlaine Harris tak nazwała bohaterkę swojego cyklu, rozmiłowaną w karate i trudniącą się sprzątaniem cudzych domów. Być może to czysty przypadek, bo nie znalazłam żadnego powiązania między obiema autorkami, a bohaterki są zupełnie różne.

Delilah Bard mieszka w Szarym Londynie i słynie z silnej potrzeby zabierania innym ich dobytku. Dziewczyna musi się jakoś utrzymać, prawda? Unika przywiązywania do innych ludzi, bo uważa to za słabość, której zdecydowanie w życiu nie potrzebuje. Jest bardzo silna psychicznie, bo tego nauczyło ją życie, które w żaden sposób jej nie rozpieszczało. Pragnie osiągnąć coś wielkiego. Jej ambicja nie zadowala się tytułem najlepszej złodziejki. Delilah szuka czegoś zupełnie innego – bardziej spektakularnego i podnoszącego poziom endorfin w organizmie.

Kell mieszka w Czerwonym Londynie. Jako jeden z niewielu zna wszystkie równoległe Londyny. Jest antarim, istotą o bardzo silnej obecności magii. Jego znakiem rozpoznawczym, jak każdego antari, jest kolor jednego oka – zupełnie czarny. Kell jest związany z rodziną Mareshów, której dynastia zasiada na tronie Czerwonego Londynu. Jego umiejętności pozwalające na przechodzenie pomiędzy światami skazują go na bycie królewskim kurierem. Mimo zakazu sprowadzania rzeczy z innych Londynów, Kellowi trudno oprzeć się tej możliwości. Przenosi różne rzeczy, dla różnych ludzi. W końcu niestety trafia na coś, czego nigdy nie powinien był zabierać z jednego świata do drugiego. Czy uda mu się zapobiec strasznym konsekwencjom tego przemytu?

Gdy narracja trzecioosobowa może być dobra

Victoria Schwab wykreowała dwie główne postaci, które naprzemiennie przejmują opowiadanie historii. Narracja jest napisana w trzeciej osobie, ale dzięki świetnemu tłumaczeniu, nie jest to irytujące po polsku (a potrafi być!). Autorka nie skupia się na pozostałych bohaterach, którzy są nakreśleni dość ogólnikowo, ale wystarczająco do sprawnego poruszania się w fabule. Seria „Odcienie magii” to przede wszystkim zagubiony, lecz potężny Kell i stanowcza, ale niespełniona Delilah.

„Chłodne drewno w jej dłoniach, łagodne kołysanie pokładu pod stopami – dzięki temu czuła się naprawdę dobrze. Bo Lila Bard wiedziała w głębi duszy, że pragnie zostać piratem.” [s.62]

Magia, która staje się pragnieniem i obsesją

W cyklu „Odcienie magii”, magia staje się celem życia. Władanie nią wiąże się z zupełnie innym poziomem życia. Jej brak powoduje wyczuwalny niedosyt, co widać w przedstawieniu Szarego Londynu, w którym magia w ogóle nie ma prawa istnieć. To właśnie tam powstały dwa bractwa pragnące tego samego – magii, lecz w zupełnie innych celach. Kolekcjonerzy szukają przedmiotów z innych Londynów, które przejawiają jakieś magiczne cechy. Nie szukają oni magii w sobie samych, podchodząc do sprawy bardziej racjonalnie – magii w ich świecie po prostu nigdy nie będzie. Natomiast Entuzjaści się nie poddają. Pragną jakiejkolwiek obecności magii. Szukają każdego przejawu magicznej energii, który doprowadzi ich do świata wielkich możliwości.

„Ale Kell wiedział, że magia pochodzi z krwi. Krew była magią, która się objawiała. Tam się rozwijała. I tam zatruwała. Kell widział już, co się dzieje, kiedy moc walczy z ciałem, obserwował, jak ciemniała w żyłach zdeprawowanych, zmieniając ich krew w z karmazynowej w czarną.” [s.42]

Misternie utkana rzeczywistość

Victoria Schwab stworzyła cztery równoległe światy. W „Mroczniejszym odcieniu magii” najbardziej poznajemy Czerwony, Biały i Szary Londyn. Czarny pozostaje wielką tajemnicą, której lepiej nie poznawać. Każdy ze światów został opisany z zegarmistrzowską precyzją. To nie są te same miejsca, różniące się ledwie obecnością lub absencją magii. Autorka osadziła fabułę w wiarygodnie przedstawionych rzeczywistościach.

Czerwony Londyn to zrównoważone królestwo, w którym płynie rzeka Isle, czerwona jak świeżo płynąca krew. Gdy Kell przechodzi z Czerwonego Londynu do Białego, ponoć unosi się w powietrzu zapach kwiatów. W Szarym Londynie płynie zwyczajna Tamiza i jest to świat pozbawiony magii, którego zapach kojarzy się z dymem. Biały Londyn to straszne miejsce, którego zapach nieodmiennie przynosi ze sobą nutę krwi. To bardzo niebezpieczna lokalizacja, z której można trafić do Czarnego Londynu. A do Czarnego nikt się nie zapuszcza. Drzwi do niego zostały szczelnie zamknięte po tym, jak pochłonęła go zła magia. Ten ostatni świat jest synonimem igrania z magią, której potęgi nie można lekceważyć.

Różnice w światach są tak dopracowane, że mają one nawet odmienne nazwy tawern – Rzut Kamieniem, Pod Zachodzącym Słońcem czy Osmalona Kość. Bardzo dobrym posunięciem ze strony autorki było stworzenie zasady, że nie można dowolnie przechodzić pomiędzy światami, lecz trzeba to czynić w odpowiedniej kolejności. Kell może podróżować tylko między stycznymi ze sobą Londynami. Zatem nigdy nie może wybrać się z Czerwonego Londynu bezpośrednio do Białego, ani z Szarego do Czarnego. Wszystkie Londyny są świetnie opisane, ale należy czytać cykl od początku. Do mnie na pierwszy ogień trafiło „Zgromadzenie cieni” i absolutnie nie mogłam połączyć sobie wszystkich brakujących kropek.

„Ludzie żywili się magią, a magia żywiła się nimi, i w końcu pochłonęła ich ciała i umysły, a potem dusze.

– Czarny Londyn – wyszeptał książę regent.

Kell kiwnął głową.” [s. 21]

Tłumaczenie i okładka czyli jak rozkochać odbiorcę

Wielokrotnie trafiam na książki, których okładka jest tak nieudana, że potrafi zniechęcać do zakupu pierwszym wrażeniem. A niestety wiele jest osób, które kupują książki ze względu właśnie na okładkę. Gdy książki składają się na cykl – okładki stają się jeszcze ważniejsze. Czasem układają się w specyficzny wzór na grzbiecie książek, a czasem są po prostu spójne i ładnie razem wyglądają. Najgorszym co może zrobić wydawca jest zmiana wzoru okładki w trakcie trwania cyklu. Metamorfozy są normalną konsekwencją w przypadku wznowień, choć też czasami żałuję, że wydawca nie kontynuuje dwoma torami – starym i nowym.

Zarówno „Mroczniejszy odcień magii”, jak i drugi tom cyklu – „Zgromadzenie cieni”, są utrzymane w tej samej konwencji. Okładki autorstwa Willego Steahle idealnie komponują się z fabułą i jednocześnie są na tyle minimalistyczne, aby pozwolić czytelnikowi samemu dopowiedzieć resztę. Dodatkowo, delikatnie przypominają mi anime z Hellsingiem w roli głównej, który także uwielbiał wyjściowe płaszcze.

Tłumaczenie w wykonaniu Ewy Wojtczak zasługuje na ogromny aplauz. Umiejętność przetłumaczenia fantastyki, w przystępny i zachęcający do lektury sposób, zawsze powinna zostać doceniona. Powieści obyczajowe zazwyczaj bazują na istniejącej nomenklaturze i nie ma tam żadnych większych problemów z tłumaczeniem. Natomiast fantastyka to ogromne wyzwanie. Tutaj w większości książek pojawiają się neologizmy. Autorzy kreują własne światy, które rządzą się swoimi prawami i swoim językiem.

Dobra fantastyka dba o detale

Victoria stworzyła język arnezyjski, z którym faktycznie możemy się w książce kilka razy zapoznać. Dostajemy też informacje o tym, że bohaterowie muszą się tego nauczyć i irytują się swoimi brakami w tym zakresie – czyli nie ma magicznego rozumienia języków. Jak autorka sama pisze w artykule na blogu, język jest istotną częścią kreowanego świata. Każdy Londyn ma swój język. W Czerwonym jest to bardzo śpiewny i gładki dialekt. W Białym jest on szorstki i gardłowy, jak przystało na świat pełen niebezpieczeństw. Szary Londyn cechuje się największym podobieństwem do naszego Londynu, więc angielski jest tam najpopularniejszy.

Victoria Schwab kolekcjonuje narwale i uważa, że autorzy książek muszą cechować się odwagą. Pisanie książek to przecież wystawianie się na otwartą krytykę i nigdy nie wiadomo, czy lektura zdobędzie uznanie, czy też nie. Widać po rekomendacjach ze strony czytelników i zdobytych nagrodach, że akurat ona nie musi się o to martwić!

Podsumowanie „Mroczniejsz odcień magii” V.E. Schwab

Czasy zarwanych nocy spędzonych z serią o Drizzcie Do’Urdenie R.A. Salvatore lub opowieściami o elfach i krasnoludach Eda Greenwooda czy Elaine Cunningham. Tyle wspomnień i taka doza sentymentu na pewno mają wpływ na moją pozytywną ocenę powieści V. E. Schwab. Jestem wdzięczna za to, że przypomniałam sobie o tej fantastyce i tamtych pełnych różnorodności światach. Należy pamiętać, że tak jak w przypadku Salvatore’a, tak i u Schwab, książki należy czytać zgodnie z chronologią cyklu. Bez tego można się pogubić w fabule i nie zrozumieć w pełni świata. A naprawdę szkoda byłoby nie docenić tego, co stworzyła.

Tutaj znajdziecie recenzję drugiej części – „Zgromadzenia cieni” V. E. Schwab