Powiedz o tym innym!

Abaszyn i spółka postanawiają naprawić swoje pijackie błędy. Algorytmy emisji, które stworzyli poszły w świat, mutacje trwają w najlepsze. Dadzą radę to cofnąć czy ostatniego w zonie zeżrą psy?

Projekt bez tytuu 1 e1523193278324 - Niech Ci zona lekką będzie czyli "Ostatniego zeżrą psy" Sławomira Nieściura
Ostatniego zeżrą psy – Sławomir Nieściur

W Strefie dzieje się coś niedobrego. Zawsze powtarzali – nie idź w stronę światła. Ale trzeba zakończyć to, co się samemu koncertowo spieprzyło. Abaszyn, Mietkin i reszta kierują się na Jantar – musowo zakończyć niekontrolowane mutacje. Jaką rolę w tym wszystkim odegrają Jusupow, Rybin i Waruchin? Dowiecie się, czytając „Ostatniego zeżrą psy”.

 Gdzie bohaterów w bród, tam nie ma głównej postaci

Sławomir Nieściur w „Ostatniego zeżrą psy” stawia na szeroki wybór bohaterów, których można darzyć sympatią lub nie. Mimo najszczerszych chęci nie można tutaj określić jednej postaci wiodącej prym. W poprzednim tomie – „Wedle zasług” było podobnie. Dla osoby, która docenia jednego głównego bohatera, będzie to nieoceniona strata. Dla osób, które mają dość jednej wyrazistej postaci – odmiana będzie odświeżająca. Należę do tych drugich. Michał Gołkowski w swoich postapokaliptycznych powieściach miał Sztywnego. Krzysztof Haladyn miał nieustraszonego Petrenko. A Nieściur ma ich wszystkich razem wziętych. I dobrze!

Zacznijmy od grupy Walerija Abaszyna. Grupka stalkerów ma w swoich szeregach ogromnego Ormianina Dimę, który zawsze ma jakieś żarcie na czarną godzinę. Nie dajcie się jednak zwieść jego tuszy. Odwagą nadrabia brak zwinności, a bezpośredniością i asertywnością dorównuje dzielnemu Abaszynowi.

„Dima to, Dima tamto. Lesery pierdolone. Porozsiadali sę w fotelach, informatyki od siedmiu boleści, a ty człowieku zapierdalaj w tę i we w tę jak jakiś wahadłowiec. Do tego na głodniaka” [s. 42]

Walerij jako szef, próbuje panować nad swoimi stalkerami, gdy trzeba nie tylko siłą perswazji. Siwy to z kolei kawał chłopa, którego nie trzeba namawiać do brudnej roboty, ale nie ma w nim przesadnej butności, którą ma Dima. Umie mierzyć siły na zamiary i nie porywa się z motyką na słońce. Tudzież na wielkiego mutanta, którego nazwanie gorylem, byłoby jak nazwanie niedźwiedzia wiewiórką.

„- Nastraszyć?! – Siwy spojrzał ze zdumieniem. – Podejdziesz i powiesz „buuu!”, a wtedy on zapiszczy jak dziewczynka i wyskoczy na dwór? Pojebało cię?!” [s. 242]

Dodatkowe postaci nie pozostają gorsze!

Oprócz nich odkryjecie jeszcze kilku innych członków grupy, ale nie chcę psuć radości poznawania dodatkowych postaci. Wolę zająć się drugoplanowym bohaterem, który wzbudza pozytywne odczucia. O kim mowa? Porucznik Waruchin, który w „Wedle zasług” wykazał się dzielnością i uratował pułkownika Zelencewa od pewnej śmierci. W nowej powieści autor pokazuje nam tę dżentelmeńską część porucznika, której wcale nie zatarły żołnierskie nawyki. Gdyby dać mu więcej miejsca, z pewnością mógłby być dobrą postacią pierwszoplanową.

„Gdzieś w tej dolinie kryło się zło, on zaś postanowił owemu złu wpierdolić.” [s. 165]

W porównaniu do pierwszej powieści, tutaj zdecydowanie mniej czasu poświęcamy na przygody Jusupowa i Rybina, czego bardzo żałuję. Intuicja podpowiadała mi, że to są naprawdę dobrzy bohaterowie tej przygody. Potwierdziłam to czytając pierwszy tom, w którym wysforowali się na pierwsze skrzypce.

Coś tu jest bardzo nie tak?

Ujmę to tak. Gdybyście nie przeczytali pierwszego tomu – „Wedle zasług”, podejrzewam, że tak jak ja, polubilibyście grupę Abaszyn i spółka. Ponieważ zaczęłam czytać Zonę Nieściura od drugiej części, coś mi w tej historii nie pasowało. Zaczynała się tak jakoś od środka, a i bohaterowie wydawali mi się podejrzanie rozwinięci. Jasne, można tak stworzyć postać, aby nie opisywać jej w każdym tomie, a i tak mieć radość z czytania. Niemniej w „Ostatniego zeżrą psy” odnosi się wrażenie, że czegoś brakuje. A brakuje całego wstępu!

Sławomir Nieściur dość nietypowo podszedł do tematu podziału serii. „Ostatniego zeżrą psy” możecie przeczytać bez znajomości „Wedle zasług” i odwrotnie. Ale dopiero jak przeczytacie pierwszą część, to zrozumiecie zależności między poszczególnymi bohaterami. Co więcej! Zrozumiecie, dlaczego czujecie podskórnie, że grupa Abaszyna to nie są zwykli stalkerzy, a pałacie ciepłą sympatią do Jusupowa i Rybina.

Humor sytuacyjny i niewymuszone dialogi

Gdy dostajemy jednego głównego bohatera, który spotyka na swojej drodze poboczne postaci, to dialogi zazwyczaj nie zaprzątają odbiorcy głowy tak, jak zajmują ją monologi tego bohatera. W przypadku wielości bohaterów dialogi to jest coś, co trzeba napisać dobrze. To nie mogą być sztywne i wymuszone rozmowy napisane na odwal się. Trzeba się wczuć w postaci, w ich nastrój i dodatkowo napisać coś z jajem. Trudne, prawda? Nieściurowi się to udało. Czyta się przyjemnie, będąc obserwatorem poszczególnych dialogów. W przypadku Abaszyna i jego kolegów czuć wyraźną chęć współpracy – mają określony cel, znają swoje możliwości i wiedzą jak je wykorzystać. Dla odmiany Waruchin jest zdecydowanym indywidualistą z zasadami. Stworzenie tylu postaci w jednej powieści musiało być nie lada wyzwaniem. Nieściur podołał.

A jak dojdziecie do tego momentu:

„Sącząca się z posiekanego odłamkami grzbietu jucha krzepła z wolna, tworząc na betonowej posadzce miniaturowe jeziorko połyskliwej galarety, której brunatna powierzchnia falowała za każdym razem, gdy spadał na nią pojawiający się znikąd, ociekający brudem, kawał drewna.” [s. 248]

Zrozumiecie, że humor można wyrażać na wiele sposobów.

Idealna na początek przygody z Zoną?

Zona to dla mnie nadal ziemia nieznana w porównaniu do amatorów stalkerskich przygód w terenie. Niemniej ten unikalny klimat świata po apokalipsie przyciąga w charakterystyczny sposób. Mimo jego niebezpieczeństw, chcielibyśmy być tam z bohaterami powieści. Zobaczyć z bliska śmiertelne anomalie, uciekać przed strefowymi mutantami. Bać się o kończącą się amunicję i cierpieć z głodu między przystankami w podróży. Sławomir Nieściur w „Ostatniego zeżrą psy” zapewnia odpowiednią atmosferę, aby czytelnik mógł poczuć się jak w Zonie. Wciąga nas ten klimat, który przenosi nas na poszczególnych stronach do ucieczki przed sforą zmutowanych psów, tylko po to, by w następnym rozdziale zmusić do wejścia w ciemny kanał, w którym roi się od szczątków. I nie są to zwierzęce kości…

„- Oj, bo w książce szef ma na imię Stalky…A że w naszym gangu wszyscy chcieli być szefami, więc wiecie…Same stalkiery.” [s. 114]

U Nieściura próżno jednak szukać szczegółów życia w Zonie z punktu widzenia Stalkera. Tu nie dostaniecie tego, czego dostarcza Haladyn w swoim „Na skraju strefy”. Nie ma mutr, a chciałoby się momentami wrzasnąć do Dimy: gdzie masz śrubki tłuściochu! Cała podróż w Strefie z poziomu Nieściura wydaje się mocno bezpieczna, a przecież to tylko złudzenie. Dostajemy szczątki informacji o anomalii to tu, to tam. Widzimy na własne oczy mutanty, ale za chwile zostają rozbrojone humorem sytuacyjnym. To, co Nieściurowi się udało, to stworzenie atmosfery niepokoju, ale nie wykorzystał jej tak, jak myślałam. A szkoda! Może następnym razem?

Sławomir Nieściur gustuje w cudownych zdaniach wielokrotnie złożonych:

„Jako lokal niby zwyczajne, może tylko większe niż w typowym, postsowieckim bloku, ale urządzone na zupełnie inną modłę, jakby tę dosztukowaną do płytowca oficynę przeniesiono z całym wyposażeniem z jakiegoś równoległego świata, takiego, w którym dyskretna elegancja wyparła zarówno przaśną bylejakość, jak i rozwrzeszczany w formie oraz treści bizantyjski przepych.” [s. 127]

Nie każdemu przypadnie to do gustu, ale dla fanów postapokalipsy to nie pierwszyzna. Często, zarówno polscy autorzy, jak i zagraniczni piszą w ten sposób. Rozwlekanie tego na wiele zdań może ułatwiłoby lekturę, ale nie oszukujmy się, nie jest to literatura naukowa, aby sprawiało to problem ze zrozumieniem treści.

Podsumowując, „Ostatniego zeżrą psy” to wciągająca lektura. Dla stalkerowych zapaleńców może okazać się za mało bogata w Zonę. Dla początkujących strefowców będzie idealnym wstępem do postapokaliptycznych przygód. Dla obu grup będzie idealnym sposobem na spędzenie wolnego czasu w towarzystwie ciekawych bohaterów.

Pamiętajcie, ostatniego zeżrą psy. A to z pewnością nie koniec.