Powiedz o tym innym!

Nie ma znanego nam wszechświata. Witajcie w Wypalonej Galaktyce, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Pod warunkiem, że masz wystarczająco szybki statek. Załoga „Wstążki” powraca w nieco okrojonym składzie. Tylko po to, aby wpakować się w jeszcze większe tarapaty niż za pierwszym razem.

PODLEWSKI Glebia2 Powrot 2D mala - Módlmy się, aby Ci, Którzy Odeszli, nie powrócili - "Głębia. Powrót" Marcin Podlewski
Głębia. Powrót Marcin Podlewski

Po kilku pierwszych rozdziałach i znacznych przeskokach fabularnych, przyzwyczaiłam się do tego stylu Marcina Podlewskiego. Nieco później go doceniłam, a na końcu nie rozumiałam czemu się czepiałam na samym początku. Początek jest trudny i chaotyczny, jak na dobrą space operę przystało. Ale mimo braków w postaci pierwszej części, całkowicie zrozumiałam o co chodziło koncepcyjnie w fabule najnowszego dzieła Podlewskiego.

Nie tylko śledzimy dalsze losy Myrtona Grunwalda i ekipy „Wstążki”, lecz także odwiedzamy najodleglejsze zakątki Księstw Granicznych. Do tego zaglądamy za kulisy „Krzywej czekoladki”, której przeszłość nie jest pozbawiona niewinnej krwi. Obserwujemy dojrzewanie Kirke Bloom, której los miał wyglądać zupełnie inaczej. Niemal każdego znaczącego bohatera poznajemy zarówno z jego dialogów z innymi, jak i epizodów z przeszłości, które ukształtowały jego osobowość. „Głębia. Powrót” to niesamowity przekrój fabularny, który wciąga bez reszty i wypluwa z niedosytem.

n

n

nn

Głębia i konsekwencje podróży kosmicznych

To cudny koncept. Tak samo jak historia Tych, Którzy Odeszli (i to powiedzonko zastąpiło nasze standardowe przekleństwa!). Możliwość skoków w przestrzeni kosmicznej (tytułowej Głębi) niesie ze sobą ryzyko wystąpienia choroby pogłębinowej. Oczywiście można się przed tym zabezpieczyć. Takim sposobem jest wpięcie specjalnych iniektorów, które wprowadzają organizm w stan stazy. Prawda, że piękne? Dlaczego? Bo rozszerza warianty śmierci o co najmniej dwa nowe rodzaje!

W finalnej wersji książki czytelnik ma okazję zobaczyć mapę całego uniwersum, co zdecydowanie ułatwia czytanie. Przynajmniej z mojej perspektywy – wolę wiedzieć, gdzie funkcjonują bohaterowie, o których czytam i jak to się ma do postaci z innych rozdziałów. Patrząc na objętość książki (794 strony!) zastanawiałam się, czy to aby nie będzie przesadne lanie wody. Moi mili. Jakże ja się myliłam. W „Głębi. Powrót” każda strona jest wyważona i wszystko ma swoje miejsce. Logika jest spójna do samego końca, a poznani bohaterowie albo chwytają za serce, albo za inne ważne narządy.

Szeroka gama bohaterów z każdego planu

Co ja poradzę, że największą sympatią zawsze darzę tych najmniej sympatycznych. Jared mnie urzekł swoją maszynową osobowością. Kirke Bloom jako genohakerce kibicowałam od samego początku. A Myrton Grunwald jakoś w ogóle mnie nie ruszył. Ta wielość postaci, które przewijają się przez fabułę „Głębi” sprawia, że nie tylko każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale i wszyscy fani dobrej space opery poczują się jak w domu. Patrząc na ilość bohaterów można od razu zrozumieć objętość tej powieści. Każdy rozdział jest logicznie powiązany z poprzednimi i opowiada pozornie oddzielną historię. Dodatkowo ogromny plus za opatrzenie każdego rozdziału cytatem z różnych źródeł głębinowego uniwersum (i następny za „Noc komety”). To pozwala czytelnikowi bez reszty wchłonąć ten wypalony wszechświat.

Zobaczycie, was też urzeknie Pokraka. Obiecuje wam to.

Oprócz różnorodności samych postaci, mamy także podział na frakcje, do których oni należą. Można rzec, że najnormalniejszą z nich, według naszego pojmowania,  jest Zjednoczenie. Dodatkowo autor prezentuje nam Elohim, którzy uwielbiają modyfikować swoje ciała na wzór Tych, Którzy Odeszli. Zbiór, który łączy osobników ze zdolnościami parapsychologicznymi i w sile mentalnej upatruje zdolności zbawczych (gogle niemal wtopione w ciało są bardzo przekonujące dla mojej wyobraźni). Stripsów, których zamiłowanie do Maszyn i technicznego zbawienia jest godne podziwu. To, do kogo zapragniecie się przyłączyć, zależy od was. No, może porównajmy to do ludzkiej „wolnej woli”.

n

n

n

Bo #sciencefiction to nie tylko naukowe bajanie. #głębiapowrót #marcinpodlewski #fabrykasłów #sf #spaceopera #filozofiażycia

n

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta Zagrajek (@martazagrajek)

n

n

Jak napisać wyśmienitą space operę?

Dobra space opera to wyraziści bohaterowie, wielowątkowość i ogromne uniwersum, po którym można podróżować. To świat, który odbiorca wyobrazi sobie z łatwością dzięki plastyczności opisów. To wreszcie pomysły, które mogą się nigdy nie spełnić, ale są niezwykle urzekające. I to wszystko mamy w „Głębi. Powrót” Marcina Podlewskiego. Założę się, że te elementy były także w poprzedniej części, której niestety jeszcze nie poznałam (tak, zaczęłam od drugiej części cyklu!).

n

W science-fiction zakochałam się od czasów Łukjanienki i klasycznych powieści Verne’a. A potem było już tylko lepiej. Pobudzające wyobraźnię seriale jak „Firefly” czy zabawny „Czerwony karzeł” tylko zaostrzały apetyt na dobrą space operę. Czytając „Głębię. Powrót”, moje myśli automatycznie włączyły sobie grę RPG „Mass Effect” i załączyły z niej soundtrack. Bo Głębia to uniwersum pełne przemocy, rozmaitych ras i lojalności osób, które łączy jeden statek kosmiczny.

Marcina Podlewskiego znam przede wszystkim z opowiadań, które były zamieszczane na łamach czasopisma „Nowa fantastyka”. Już wtedy jego styl pisania przypadł mi do gustu, ale nie podejrzewałam, że napisze takie cacuszko jak postapokaliptyczna kosmiczna Głębia tak szybko. Jestem bardzo zadowolona z tego, że się myliłam. Poproszę o więcej takiej space opery, najlepiej w ilościach hurtowych.

Cytatów nie przytaczam. Byłoby tego po prostu za dużo. To, samo w sobie jest już ogromną rekomendacją.

Recenzję kolejnego tomu „Głębia. Napór” znajdziecie tutaj.