Powiedz o tym innym!

Marko Kloos – autor świeżo wydanego wojskowego science fiction w Fabryce Słów p.t. „Pobór”. Książka otwiera cykl „Frontlines”, który już znalazł wiernych fanów wśród amatorów lżejszego sci-fi. Czego Marko słucha podczas pisania i skąd czerpał inspirację do pisania o militarnej przyszłości, o tym w dzisiejszym wywiadzie z autorem!

unnamed - Marko Kloos, autor militarnego cyklu sci-fi "Frontlines", odpowiada na moje pytania
Marco Kloos photographed in Enfield, New Hampshire on Wednesday, September 14, 2016. Copyright 2016 Rob Strong

M.Z.: Dlaczego w swojej pierwszej książce z cyklu militarnego sci-fi „Frontlines” postanowiłeś osadzić w tak bliskiej przyszłości (w „Poborze” mamy zaledwie rok 2108)? 

M.K.: To było czysto umowne. Chciałem aby to była sceneria niedalekiej przyszłości, więc ustawiłem fabułę dokładnie 100 lat od momentu rozpoczęcia prac nad pierwszą powieścią, czyli od roku 2008.

M.Z.: Widziałam na Twoim Facebooku, że okładka „Poboru” w polskim wydaniu bardzo przypadła Ci do gustu. Czy tak wyobrażałeś sobie Graysona?

M.K.: Okładka podobała mi się nie tyle ze względu na postać (której w sumie i tak nie widać twarzy), ile ze względu na klimat. Idealnie pokazuje sedno tej powieści – wielkie, brudne miasto w tle, z mglistymi oparami wokół siebie, i w centrum obrazu ten znużony wojaczką żołnierz w zbroi. Dodatkowo ta delikatnie zwisająca głowa sugerująca wyczerpanie fizyczne lub psychiczne, a może oba jednocześnie. To świetna grafika.

M.Z.:  W czasie lektury „Poboru”, podobało mi się połączenie podejścia militarnego i elementów fikcyjnych. Czy wzorowałeś się na innych książkach science fiction czy bardziej na tych wojskowych odpowiednikach? A może po części z obu gatunków?

M.K.: Film „Obcy” i telewizyjny serial „Battlestar Galactica” to zdecydowanie największe motywy, z których czerpałem inspirację. Chciałem zaprezentować przyszłość zamieszkałą, brudną, wyczerpaną, a nie czyste i piękne statki, z wypucowanymi mundurami rodem ze Star Treku.

M.Z.: Jak długo zajęło Ci wyszukiwanie informacji na temat n.p. broni, abyś był zadowolony z ich przedstawienia w książce? Ich opisy w „Poborze” są bardzo szczegółowe i obrazowe, co jest miłą odmianą od standardowych książek science fiction

M.K.: Przejrzałem współczesne modele broni, których wojsko używa teraz i wyobraziłem je sobie za dokładnie 100 lat do przodu. Nie byłyby znacznie bardziej zaawansowane, bo technologia broni była zbliżana do perfekcji przez naprawdę długi czas. Posługując się przykładem – karabin używany w armii Stanów Zjednoczonych, służy w niej od przeszło 50 lat i pewnie to nie ulegnie zmianie jeszcze przez pewien okres. Z prostego powodu – to dojrzały system broni, którego błędy zostały zminimalizowane, a użytkowanie jest stosunkowo bezpieczne. Nie chciałem tworzyć super-futurystycznych broni, tylko coś, co może zostać osiągnięcie przez następne 50 lub więcej lat.

M.Z.: Początkowy trening dla rekrutów w książce wygląda podobnie jak ten, który przechodzą uczestnicy szkolenia dla Navy Sealsów, zwanego BUD/S. Oba są niesamowicie wyczerpujące – zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Czy przeszedłeś jakieś treningi przed pisaniem o nich w swoich książkach?

M.K.: Służyłem w niemieckiej armii w późnych latach 80′ i wczesnych ’90. Mieliśmy trudny podstawowy trening, bo byłem w wywiadowczej jednostce powietrznej. Moją częściową motywacją do pisania książek właśnie militarnych była chęć przedłużenia i wykorzystania moich własnych wspomnień w tym zakresie.

M.Z.: Bardzo mi się podobało to, co zrobiłeś z kobietami w „Poborze”. W końcu są na tym samym poziomie co mężczyźni! (w sensie wojskowej hierarchii i mocy fizyczno-psychicznej).

M.K.: Kobiety funkcjonują dzisiaj również w wojskowych rolach i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że są równie wytrzymałe i kompetentne jak ich męskie odpowiedniki. Stworzenie społeczeństwa z równouprawnieniem na polu walki było najmniej wymagające od mojej wyobraźni w całej książce. Wręcz muszę przyznać, że najtwardszym charakterem (i ulubieńcem fanów) jest tutaj właśnie żeńska postać Sierżant Fallon. 

M.Z.: Podział świata na Wschodni i Zachodni blok – czy myślisz, że coś takiego mogłoby mieć miejsce w obecnych czasach?

M.K.: Mieliśmy z tym już do czynienia w przeszłości i myślę, że może stać się to ponownie, ale z innym podziałem sił. Pierwszy blok byłby rosyjsko-chiński, drugi północnoamerykańsko-europejski, poniekąd taki, jak w czasach Zimnej Wojny. Chińczycy  i uzyskują coraz więcej władzy na swoim podwórku, a obecne ciśnienie między Rosją i Stanami Zjednoczonymi przez sytuację na Krymie i w Syrii nie nastawia mnie optymistycznie do możliwego rozwoju sytuacji politycznej.

M.Z.:  Czy podczas pisania słuchasz jakiegoś gatunku muzyki? Zawsze mnie to ciekawi w przypadku autorów książek.

M.K.: Zazwyczaj zasłuchuję się w soundtrackach do seriali telewizyjnych, gier lub filmów. Nie mają tekstu, więc nie rozpraszają mnie i są tworzone w celu wywołania określonego nastroju. „Pobór” i jego kontynuacja były niemal w całości napisane przy dźwiękach soundtracku do „Battlestar Galactica”, serii stworzonej przez Bear McCreary. 

M.Z.: Przeprowadziłeś się do Stanów Zjednoczonych. Czy czujesz się bardziej Europejczykiem czy Amerykaninem?

M.K.: Zostałem obywatelem Stanów Zjednoczonych dwanaście lat temu, więc zdecydowanie w tym momencie czuję się bardziej Amerykaninem. Ciągle doceniam moje europejskie korzenie i wychowanie, ale Stany Zjednoczone są dla mnie zdecydowanie bardziej bliższe pod względem kultury. Lubię tradycje wolności oraz samowystarczalności, która tu panuje, poza tym podoba mi się różnorodność tego kraju.

n

n

Za udzielenie wywiadu serdecznie Marko dziękuję! Zorganizowanie wywiadu było możliwe dzięki wydawnictwu Fabryka Słów (ukłony!).