Powiedz o tym innym!

Gdy Andrew opuszczał smutne dzielnice komunalne, nie przypuszczał jak bardzo zmieni się jego życie. Jak bardzo zmieni się życie wszystkich ludzi, w całym wszechświecie. Inwazja obcych przybiera drastyczne rozmiary. Czy ludzkość ma szansę przetrwać?

Projekt bez tytułu - Andrew Grayson musi stawić czoło nie tylko obcym w "Łańcuchu dowodzenia" Marko Kloosa
Marko Kloos Łańcuch dowodzenia

Czwarty tom cyklu Frontlineswychodzi na wyższy poziom wojskowości. Czytelnik, razem z Andrew Graysonem, ma okazję być jednym z ogniw w łańcuchu dowodzenia. Od pierwszego tomu, w którym Andrew był tylko początkującym żołnierzem, doszliśmy do zwrotnego momentu w jego karierze. A może i życiu? Teraz, kiedy obcy (dalej: Dryblasy) stanowią realne zagrożenie dla całego wszechświata, kariera wojskowa jest ostatnim, o czym myśli główny bohater Marko Kloosa.

„Choć karabin, który trzymałem w dłoniach, został zaprojektowany specjalnie przeciwko Dryblasom, to gdy spoglądałem na cielsko oddalonego o kilkaset metrów lądownika obcych, wystającego z lodowej rozpadliny pod kątem czterdziestu stopni, wydawał się nieskuteczną, niedorzecznie małą zabawką.” [s. 123]

Wojsko zmieniło się od czasów, gdy Andrew był na masakrycznym kursie przygotowawczym. Jedynym stałym punktem jest walka. W pierwszym tomie ludzie walczyli przeciwko sobie, z różnych pobudek. Drugi tom zaczął wprowadzać Dryblasów, którym daleko było do powszechnych o nich wyobrażeń. Gigantyczni przeciwnicy podnieśli poprzeczkę dla ludzkości. Żadna nasza broń ani żaden statek nie był im w stanie, choćby, dorównać. Trzecia książka z cyklu była najbardziej bogata w obcych i najbardziej dramatyczna. Autor nie oszczędzał ani ludzi, ani statków. Pod koniec książki przekonaliśmy się, żewróg, którego trudno pokonać, potrafi zjednoczyć innych wrogów. Zatem Wspólnota Północnoatlantycka i Związek Chińsko-Rosyjski doszli do wniosku, że pokonać ich mogą tylko wspólnymi siłami. Co ciekawe, przekonali się do tego dopiero odnosząc kolosalne straty. To takie ludzkie, prawda?

Idealny soundtrack:

Znakomity rozwój postaci czyli jak Andrew stał się ważnym ogniwem łańcucha

Najczęściej główny bohater zostaje wmanewrowany w najważniejsze wydarzenia fabularne. Ot, rola głównej postaci. W przypadku Andrew i jego roli – nie sprowadziła się ona tylko do pnięcia się w wojskowej hierarchii. Ucieszyło mnie to, bo obawiałam się, że najpierw zostanie kontrolerem walki, potem sierżantem, a na końcu bardzo decyzyjnym generałem. Wiązałoby się to z brakiem scen akcji i przełączeniem na działania polityczne. Gdzie mogłabym wtedy podziwiać nowe statki kosmiczne i sierżant Fallon w akcji?

Recenzję drugiego tomu serii Frontlines Marko Kloos „Ewakuacja” znajdziecie tutaj.

Andrew Graysona poznajemy w momencie, gdy chce wstąpić do wojska, aby zmienić swoje życie. Na tym skupiał się pierwszy tom – „Pobór”. Była to najciekawsza część z punktu widzenia wojskowości i żołnierskich szkoleń. Marko Kloos postawił na realizm i wplótł w fabułę własne wojskowe doświadczenia. Andrew nie awansuje z dnia na dzień na czoło ludzkiego wojska. Ba, nawet w czwartej części nie jest najbardziej decyzyjną osobą we wszechświecie. Andrew, mimo niezaprzeczalnych zdolności, nie jest superbohaterem.I ta cecha sprawia, że od początku czytelnik lubi jego postać. To zdecydowanie pomaga w lekturze, bo Andrew jest jedynym narratorem powieści.

„- Właśnie stąd wiem, że jesteś dobrą osobą. Wątpisz w siebie, ale to dobra cecha, gdy twoja praca polega na zabijaniu. Tylko psychopata zawsze jest absolutnie pewien, że podejmuje słuszne decyzje.” [s. 282]

W „Łańcuchu dowodzenia”, Andrew ponownie jest w centrum wydarzeń, ale w zupełnie innej roli. Jak na jego wcześniejsze przeżycia, nowe obowiązki oznaczają dużą dozę bezczynności z niepomiernie wielką odpowiedzialnością. Andrew pozostaje jednym z najważniejszych ogniw łańcucha dowodzenia, ale oczywiście nie ma tak wysokiej rangi, aby być jego najistotniejszą częścią. Jego rola kojarzy się bardziej ze spoiwem, bez którego trudno byłoby wiele akcji wykonać. Niestety, jako spoiwo, musi dostosować się do rozkazów wyższych oficerów. Na szczęście Andrew Grayson pozostaje sobą, choć z bagażem doświadczeń. Empatyczny, ale jednocześnie skupiony na celu. Nie podąża ślepo za rozkazami, ale wie, kiedy są one ważniejsze niż jego rozterki emocjonalne. Dlatego jest świetnym żołnierzem.

Gdy twoje zachowanie ma wpływ na losy setek istnień

Od pierwszej części cyklu Frontlinesdostajemy moralną warstwę wojskowego życia. Charakter Andrew zmusza go do refleksji nad własnymi i cudzymi czynami. Nie umie przechodzić obojętnie wobec niesprawiedliwości czy bezsensownej przemocy. Nie jest mu obce szufladkowanie innych, ale umie wynieść się poza stereotypy, gdy ktoś udowodni mu błąd. To bardzo dobra cecha, nie tylko żołnierza. Jako kontroler walki był oczami i uszami całej załogi, z którą aktualnie się desantował. To on pomagał im, w najgorszych chwilach podając koordynaty dla wsparcia z powietrza. Walczył przeciwko ludziom, którzy nie chcieli się podporządkować. Walczył przeciwko żołnierzom Związku Chińsko-Rosyjskiego. Teraz walczy przeciwko obcym, którym los ludzi jest najzwyczajniej obojętny. Zmienia się wróg, nie zmienia się cel: przeżyć i ocalić jak najwięcej innych osób.

„- Tak naprawdę to nie wiem. Żeby lepiej zrozumieć? Żeby się z tym pogodzić? Kurwa, nie mam pojęcia. A może chciałam zobaczyć, czy w miejscu, gdzie kula odstrzeliła mi pół nogi, są jeszcze ślady krwi na asfalcie?” [s. 188]

Razem z Andrew dostajemy także większą dawkę Halley niż wcześniej. Sam Marko przyznaje, że napisanie postaci Halley to duże wyzwanie. Ja znacznie bardziej wolę Fallon niż Halley. Halley jest przebojowa, dynamiczna i żyjąca tu i teraz. Fallon z kolei to typ kobiety-twardziela. Ona się nie poddaje, nie użala nad sobą, ale nadal ma momenty, kiedy łapie ją podobny sentymentalizm, jak u Andrew. I Halley i Fallon pozytywnie wpływają na Andrew i miały wpływ na to, jakim człowiekiem stawał się przez kolejne cztery tomy.

UWAGA SPOILER

Szczerze mówiąc, widziałabym Fallon z Adrew. To mi od początku idealnie pasowało. A Marko Kloos to zepsuł!

KONIEC SPOILERÓW

„Mogliśmy tego dnia zginąć, mogliśmy też dożyć stu pięćdziesięciu lat, ale choć trochę kierowaliśmy własnym życiem, a w tych czasach niewielu ludzi mogło coś takiego powiedzieć.” [s. 304]

Militarne science fiction z nutą czarnego humoru

Jestem pełna podziwu, że stereotyp Rosjanina nie jest typowo polskim wymysłem. Marko Kloos pisze o nich z uznaniem, podszytym delikatnym sarkazmem, który wywołuje uśmiech, a nie śmiech, czytelnika. Ponieważ w obliczu Dryblasów został zawarty sojusz między stroną Północnoatlantycką a Chińsko-Rosyjską, to mamy w „Łańcuchu dowodzenia” różnorodność charakterów. Pojawiają się postaci drugoplanowe, które nie mają znaczącego wpływu na fabułę, ale istotny dla rozwoju Andrew lub zachowania logiki działań wojskowych. Rosjanie okazują się bardzo pomysłowi i twardzi w boju.

„Ponieważ nawiązałem w ostatnim czasie nowe znajomości po drugiej stronie muru, byłem głęboko przekonany, że to Rosjanin musiał wpaść na pomysł wykorzystania spiczastego lodowego bloku o wadze ciężkiego krążownika, a następnie zastosowania atomówek, by go rozpędzić.” [s. 7]

Już w „Natarciu” świat wykreowany przez Marko Kloosa wyraźnie zmierzał ku zagładzie. Co za tym idzie, skostniałe instytucje jak wojsko czy rząd, musiały przejść natychmiastową reorganizację. Szybko okazało się, że to, co wymyśliliśmy w czasach względnego pokoju, staje się zupełnie nieprzymierzalne do inwazji obcych istot. Co więcej, nawet w obliczu takiego ataku, nadal wolimy pozorną pewność jaką dają jasno ustalone procesy, niż elastyczność, która zapewni nam jakąkolwiek przewagę. Wojna z ludźmi to sytuacja, którą znamy i, można powiedzieć, rozgryźliśmy na wiele sposobów. Wojna z obcymi, którzy mają za nic ludzkie istnienia i terytoria, to nowe położenie, dla którego często ratunkiem jest wyłącznie czarny humor. Marko specjalnie stworzył obcych, przy których ludzie stają się nic nieznaczącymi robaczkami.

„Oby wpadli na całą armadę Dryblasów, którzy rozwalą ich na strzępy w zimnej, mrocznej pustce pięćdziesiąśt lat świetlnych od domu.” [s. 54]

Gratka dla fanów militariów – nowy rodzaj statków kosmicznych

Marko Kloos od pierwszego tomu dbał o detale w zakresie broni i statków kosmicznych. Czekałam na jakieś nowe, błyszczące cudeńko. To, co dostałam, przerosło moje oczekiwania! Miłośnicy maskowania będą zachwyceni. Poszycia pochłaniające to fascynujący element, który jest często wykorzystywany w science fiction. Każda broń lub środek lokomocji, który potrafi się zakamuflować przed wrogiem, jest cennym nabytkiem. Statek kosmiczny, umiejący niewykazywać swojej obecności to rozwiązanie idealne dla walki we wszechświecie lub samego zwiadu przeciwnika.

„Ważki były agresywnie kanciaste i wyglądały, jakby rwały się do walki. Meszki miały bardziej opływowy kadłub, pełen krzywizn i z bardzo nielicznymi kantami, ale mimo to wydawały się znacznie groźniejsze. Okna kokpitu zaprojektowano mniejsze niż w Ważkach, ich krawędzie zaokrąglono, a poliplastowe tworzywo – jeśli to rzeczywiście było tworzywo – pokryto matującą warstwą, z powodu której nie dało się zajrzeć do środka.” [s. 231]

Piękny Indianapolis, który był głównym bohaterem „Natarcia”, to był pikuś przy Meszce. Razem z Andrew zachwycaliśmy się maskującymi możliwościami Indy’ego w „Natarciu”. W Meszce dostajemy Indy’ego w wersji 3.0. Ten horrendalnie drogi statek to maksimum ludzkich i technologicznych możliwości na tamte czasy. Perfekcyjne poszycia pochłaniające sprawiły, że stawał się niewidoczny, a znakomite wygłuszenie izolowało wszelkie wewnętrzne odgłosy, które mogła wydawać załoga. Wszystko po to, aby był śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem.

„Pokryto ją jakimś materiałem, który nienaturalnie tłumił nasze kroki, gdy wbiegaliśmy do środka. Lubiłem słuchać uspokajającego stukotu podeszew o stal, gdy okrętowałem się na desantowiec, i jego brak wydawał się nieprzyjemną odmianą w przedbitewnym rytuale.” [s. 255]

Recenzję trzeciego tomu serii Frontlines Marko Kloos „Natarcie” znajdziecie tutaj.

„Desantowiec zachowywał się dziwnie cicho, jakby ktoś otulił napęd największym kocem we wszechświecie.” [s. 259]

I te idealne porównania, które znakomicie przetłumaczył Piotr Kucharski! Czytając „Łańcuch dowodzenia”, odbiorca z łatwością wchodzi w skórę Andrew i razem z nim zwiedza wszystkie miejsca. Pokład Meszki, dzięki zgrabnemu opisowi Marko Kloosa, staje się sceną wyjętą z filmu s-f. Tylko ten koc. Nie mogłam się pozbyć z głowy widoku największego na świecie koca pluszowego z Kubusiem Puchatkiem, przykrywającego wielki statek z idealnym maskowaniem. Może to dobrze? 😉

Ból po stracie, a może „nic już nas nie zdziwi”?

Wcześniej pisałam, że wojsko to konieczność podejmowania trudnych wyborów. Kosmiczne wojsko w świetle inwazji obcych, to nie przelewki. Tutaj jednostka nie ma racji bytu. Najważniejszy jest całokształt. Będzie trzeba poświęcić jednostki w imię przetrwania ogółu. Żołnierze rozumieją to doskonale, choć nadal jest to najtrudniejsza część ich pracy. Weźmy za przykład losy statku Indianapolis. Jego załoga wiedziała, że aby jedni przetrwali, inni muszą stawić czoła śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Jak to się dla nich skończyło? Dowiecie się czytając trzeci tom – „Natarcie”.

„Plastikowa torebka w mojej dłoni miała taki sam oliwkowozielony odcień jak pokrowiec na ciała, w związku z czym posiłek niepokojąco kojarzył się z jego miniaturową wersją.” [s. 368]

Jest wojna. Muszą być ofiary. Niektóre z nich są jednak tak bezsensowne, że wiara w cel zaczyna tracić solidne fundamenty. Czy wszyscy nie powinniśmy być po tej samej stronie? Nic nie boli tak bardzo, jak zdrada tych, którzy powinni być po twojej stronie. Żaden obcy nie jest w stanie zranić ludzkiej duszy w ten sposób, w jaki umie to zrobić drugi człowiek. Wokół tych dylematów i tak wyczerpujących emocji skupia się „Łańcuch dowodzenia” Marko Kloosa.

„Wrak Dzierzby stał w płomieniach, które ogarnęły również fragment terenu o długości przynajmniej pięćdziesięciu metrów. Wzbijały się stamtąd jaskrawopomarańczowe jęzory ognia i gryzący czarny dym. Gdzieś w tej małej pożodze pilot zamieniał się w popiół i spalone kości.” [s. 357]

Podsumowanie „Łańcuch dowodzenia” Marko Kloos

Czwarty tom cyklu Frontlines w porównaniu do poprzednich części, jest zaskakująco ludzki.Marko Kloos postawił tutaj na rozwinięcie wątku z zakończenia „Natarcia” i skupił się na przeżyciach człowieka w świecie, który nie ma już nic wspólnego z naszą obecną rzeczywistością. Jeśli czytaliście Kloosa głównie ze względu na potyczki z obcymi, to ten tom nie spełni waszych oczekiwań. Według mnie to bardzo udana dywersja ze strony autora. Postawił na rozsądne dawkowanie napięcia i odsunął naszą zagładę na później.

Recenzję pierwszego tomu serii Frontlines Marko Kloos „Pobór” znajdziecie tutaj.

Wcześniej stałam na stanowisku, że fani space opery nie znajdą tutaj nic dla siebie. Trochę napisałam to na wyrost. Nadal uważam, że to na pewno nie „Głębia” Marcina Podlewskiego. Nie jest on jednak tak bardzo naszpikowany militariami i fizyką, żeby pomijać obyczajowe kwestie. Na początku nie podróżowaliśmy też jakoś nadzwyczajnie daleko ani dużo. Widzę po „Łańcuchu dowodzenia”, że to może się zmieniać. Cykl Marko Kloosa przypomina mi także serię Mike’a Shepherda o Kris Longknife. Zatem jeśli tamte książki, też wydane przez Fabrykę Słów, przypadły wam do gustu, to historia Andrew Graysona, chwyci was za serca.