Powiedz o tym innym!

Świat inkwizytorów Jacka Piekary to miejsce, w którym Chrystus zszedł z krzyża. Ten świat spodoba się fanom alternatywnej wizji, w której nie brak krwi i sarkazmu. Niekoniecznie w tej kolejności.

Projekt bez tytułu 1 - Klasztor Amszilas od środka - "Świat inkwizytorów" Jacek Piekara
Świat inkwizytorów Jacek Piekara

Twórczość Jacka Piekary jest ze mną od powstania „Arivalda z Wybrzeża”. Ale to Mordimer Madderdin, sługa Jego Ekscelencji Biskupa Hez-hezronu, podbił moje serce. Wersja świata, w której Chrystus każe niewiernych była mi od zawsze bliższa niż ta, którą wtłacza w nas Kościół. 

Cykl inkwizytorski ma już jedenaście tomów. Jest to pokaźna kolekcja osadzona w świecie zbliżonym do średniowiecznego. Inkwizytor i Sługa Boży Mordimer, wraz ze swoimi „uroczymi” kompanami, walczy z bezbożnikami. A sposobów walki jest wiele. W imię Pana ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. 

Książki, które tworzą swoisty podcykl, czyli „Płomień i krzyż”, opowiadają historię z perspektywy inkwizytora Arnolda Lowefella. Próżno w nich szukać Mordimera. Jest on jednak wiecznie żywy w dialogach między bohaterami. Ponadto autor zamierza go wprowadzić w trzecim tomie „Płomień i krzyż. Świat inkwizytorów”.

Spokojny świat inkwizytorów?

Jak słusznie prawi Jacek Piekara w posłowiu, tom II przygód Arnolda jest zdecydowanie bardziej inkwizytorski niż historyczny. Co więcej, jest bardziej inkwizytorski niż przygodowy. Co to oznacza? Oprócz kilku podróży do nie-świata, nie ma tutaj większej akcji. 

Podobało mi się umiejscowienie książki. Zawsze byłam ciekawa jak to jest być w Amszilas. Jakie niespodzianki czekają tutaj na nowicjuszy? A może Amszilas jest wyjątkowo nudnym klasztorem, który nie oferuje nic, oprócz niewygodnych łóżek i nadmiaru pajęczyn. Okazuje się, że klasztor jak klasztor, ale ma znacznie ciekawszych lokatorów niż pomieszczenia.

Smuci mnie to, co stało się z Chrystusem. Smuci mnie także los Aniołów. Doskonale pamiętam, że Mordimer nie lubił chwil sam na sam ze swoim Aniołem Stróżem. Nie mają one bowiem nic wspólnego ze słodkimi cherubinkami o różowych skrzydełkach. W tym tomie dane będzie wam zobaczyć także rolę, jaką pełnią dla samego Jezusa. I zasmucicie się tak samo jak ja. 

Mordimer a Arnold

Naprawdę nie chciałam ich porównywać. Chciałam po prostu poczytać kolejną książkę z cyklu inkwizytorskiego Jacka Piekary. Różnica jest jednak uderzająca. Śmiem twierdzić, że jeśli pokochaliście Mordimera, Arnold was raczej nie urzeknie. Jestem wśród tych osób. Oczywiście taki prawdopodobnie był cel: stworzyć kogoś innego niż Mordimer. 

Wbrew temu, co jest napisane z tyłu książki, nie czuję, aby Arnold stawał się coraz potężniejszym członkiem Inkwizytorium. Odbieram go raczej jako zagubionego we własnych, być może potężnych, możliwościach. Jego pokora i skromność w służbie Panu, na początku mnie irytowały. Potem uznałam, że takim został stworzony. I moja irytacja zniknęła, na rzecz, współczucia. Arnold wielokrotnie podkreśla, że emocje są mu obce. I nawet pewnie sam by sobie współczuł, gdyby potrafił.  

Mordimer, mimo swojej wielkiej lojalności Chrystusowi, emocje odczuwał. Oczywiście Święte Officjum skutecznie trenuje swoje owieczki, aby nie poddawali się małostkowości uczuć. Ale Arnold jest dla mnie przesadą w tę drugą stronę. Mordmier potrafił być kawałek skurwysyna, oczywiście w służbie dobru. Natomiast Arnold jest zupełnie obojętnym na bodźce członkiem Świętego Officjum. Nic więcej, nic mniej.

Co więcej, Mordimer posługiwał się przede wszystkim rozsądkiem. Logika myślenia szła u niego w parze z ironią nad światem doczesnym. Z Arnoldem mam z kolei takie wrażenie, że poszedłby wszędzie, gdzie kazałoby mu Święte Officjum. Patrząc na fabułę, ma to głęboki sens. Zerkając w stronę postaci inkwizytora, trochę mnie to smuci.

Podsumowanie „Świat inkwizytorów. Płomień i krzyż. Tom II” Jacek Piekara

Bardzo chętnie wracam do świata, w którym Chrystus zszedł z krzyża. Uwielbiałam Mordimera. Trochę mniej lubiłam Bliźniaków. Do Kostucha zaś miałam duży szacunek. Arnold da się lubić. Doceniam również to, że wiele niuansów się wyjaśnia w miarę czytania prequeli. Dlatego absolutnie nie zaczynajcie czytać od PREQUELI! Polecam zacząć od „Sługi Bożego”.

Tutaj znajdziecie recenzję „Kościanego galeonu” Jacka Piekary

Książki Piekary, mimo dużego skoku czasowego w wydawaniu, nie tracą fanów. Trudno się dziwić, to nadal sympatyczna lektura, w której jednak brakuje tego czegoś. Prawdopodobnie brakuje mi po prostu Mordimera. W cyklu inkwizytorskim on jest bardzo silną postacią główną. Zapełnić miejsce po takiej postaci jest bardzo trudno.