Powiedz o tym innym!

W czasie lektury niektórych książek, masz wrażenie, że jej bohaterowie są zaraz obok, na wyciągnięcie ręki. „Jaka piękna iluzja” Justyny Dąbrowskiej to jedna z tych lektur. Usiądźcie wygodnie, zróbcie sobie gorącej herbaty, przykryjcie kocykiem i zanurzcie w refleksjach o tym jak było, jest i jak może będzie.

O życiu bez aluzji e1523188052649 - O życiu rozmowy Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulli - "Jaka piękna iluzja" Justyna Dąbrowska
Jaka piękna iluzja Justyna Dąbrowska

Uderzająca jest ponadczasowość tej książki. To nie jest kryminał, który czytamy, aby zapomnieć o szarej rzeczywistości. To książka, która „niechcący” puka do naszej świadomości i wyjmuje z niej rzeczy z szufladki „nie pamiętaj” lub „nie chcesz pamiętać”. Zaglądamy też do zakurzonej półki z napisem „jesteś przede wszystkim istotą społeczną”. To, jak dużo wyniesiemy z lektury „Jaka piękna iluzja”, zależy tylko od nas. Ja wiem, że warto.

Podobnie jak w „Rozmowach z mistrzami” Justyny Dąbrowskiej, tak i teraz mam w tej książce przeszło czterdzieści zakładek. O ile pamiętam, by książki nie oceniać po okładce, o tyle z doświadczenia wiem, że ilość zakładek w moim przypadku ma ogromne znaczenie. Każda zakładka to cytat, który idealnie trafia do mojego umysłu, moich emocji. A może najpierw do emocji, potem do umysłu, formułując odpowiednie słowa. Zapiski z rozmów obu pań są bardzo wartościowe, choć momentami boleśnie uświadamiają nam rzeczy, o których nie zawsze chcemy pamiętać.

Muzyka, która od początku książki przypomina mi osobę Magdaleny Tulli:

Kim jest Magdalena Tulli?

Przyznam, z niejakim wstydem, że nigdy nie zetknęłam się z jej twórczością. Do przeczytania książki zachęcił mnie przede wszystkim fakt, że wywiady Justyny Dąbrowskiej już wcześniej czytałam. W „Rozmowach z mistrzami” pokazała, że umie wydobywać z ludzi to, co próbują ukryć. Chciałam się przekonać, czy tym razem jej pytania również wybrzmią nie tylko w umyśle rozmówcy, lecz także czytelnika.

Magdalena Tulli, jak sama przyznaje, jest przede wszystkim pisarką. Gdy jej ręce zaczęły słuchać umysłu, zdania same tworzyły rozdziały, a rozdziały książki. Pomysły pojawiają się w jej głowie znienacka. Czasem żyją tam długo, rozwijają się i dopiero wtedy pukają z pełną świadomością: chcemy być napisane.

„Dlatego można przyjąć, że jestem pisarką. Bo z każdej innej rzeczy potrafię zrezygnować.” [s. 70]

Jako pisarka, która nie miała łatwego życia osobistego, poczuła dodatkowo ból związany z pisaniem i wydawaniem książek. Po wydaniu drugiej powieści, smutek ją przytłoczył. Chciała porozumieć się ze światem, a świat okazał się niewystarczająco dojrzały, by zrozumieć, co chce mu przekazać. Jak sobie z tym poradziła? Przeczytacie w rozdziale „O pisaniu książek”.

Czemu czasem trudno czyta się książki?

W części „O trzymaniu książek w domu” przypominamy sobie o tym, że niektóre książki mają w sobie dużą siłę. Z tego powodu także i ja przestałam czytać literaturę obozową. Za dużo bólu, za dużo smutku, którego nie umiałam przekuć na nic innego. Z prostego powodu – to się stało. Nie mogę nic z tym zrobić. Mogę czytać i zastanawiać się skąd wzięło się to okrucieństwo. Ale są momenty, gdy najzwyczajniej w świecie, mówię takim książkom nie teraz.

Magdalena Tulli miała tak z „Archipelagiem Gułag” Sołżenicyna:

„Parę lat temu kupiłam sobie nowy w Internecie, myślałam, że teraz przeczytam po polsku, ale okazało się, że nie chcę do tego wracać. Kiedyś czytałam o Gułagu jak o rzeczy, która NIE MOŻE się powtórzyć. To inny tryb lektury. A teraz musiałabym czytać jak o czymś, co ZAWSZE może się powtórzyć.” [s. 133]

Fakt, że nie wszyscy tak mają, że ta refleksja podczas czytania przychodzi, a moc książek okazuje się ponad siły, też dobrze określa charakter bohaterki tego wywiadu. Pokazuje, jak wielką empatię ma w stosunku do innych, mimo że sama długo leczyła się ze swojej aspołeczności.

„Chyba nie myślisz, że uchylając się od smutku, można żyć jak człowiek?” [s. 158]

O macierzyństwie inaczej

To ten piękny okres w życiu kobiety, który jest poprzedzony okresem niecierpliwego oczekiwania. Wszyscy serwują nam tę stronę medalu. Nikt nie rozmawia głośno o tym, jak ciężko jest wychowywać dzieci, gdy nie miało się właściwych wzorców w dzieciństwie. Rzadko podejmujemy ważki temat – a co, gdy świat, w którym żyjemy, nie jest odpowiedni dla nas? Jak wtedy rodzić i wychowywać dzieci w otoczeniu, którego sami dobrze nie rozumiemy?

„Była w tym nadzieja na coś wspaniałego i bardzo dużo niepokoju. Że jak mam kogoś nauczyć życia na tym świecie, kiedy sama tego dobrze nie umiem?” [s. 10]

Wiele się mówi o rodzinach patologicznych. Niewiele poświęca się miejsca rodzinom, które niosą w sobie piętno. Skazę wojny, obozów, niesprawiedliwości. Dzieci z takiego domu też potrafią cierpieć. Ten, kto przeżył okrucieństwo, którego nie da się opisać, nie umie już funkcjonować na takim samym poziomie emocjonalnym, jak w przeszłości. Matka nie umie okazać dziecku uczucia, dziecko uznaje to za bolesną lekcję tego, jak działa świat. Naprawienie potem tej zależności jest niesamowicie trudne. O tym jak wyjść z pętli, aby dzieci nie ponosiły kary za niewyrządzone krzywdy przeczytacie w rozdziale „O smutku i gniewie”.

„W ten sposób dziecko osoby okrutnie skrzywdzonej płaci resztę rachunku za to, co się stało.” [s. 150]

Aspołeczność niejedno ma imię

Samotność w tłumie to ładne określenie dla aspołeczności. Taka definicja obejmuje dwie najważniejsze cechy człowieka samotnego. Musi mieć dokoła innych ludzi, aby być samotnym. Po drugie osoby aspołeczne bardzo często szukają kontaktu na przekór swojemu organizmowi. Tak, organizmowi. Bo to na poziomie umysłu i ciała jesteśmy aspołeczni. To nie tylko pusta cecha, którą możemy włączać lub wyłączać na zawołanie. Aspołeczność naprawdę boli, choć można z nią żyć.

„Poczucie wykluczenia, braku wspólnej części z innymi dziećmi, z innymi ludźmi, sprawiło mi dużo bólu.” [s. 153]

Aspołeczność nie oznacza nienawiści do innych ludzi. Są w niej momenty, gdy nagle czuje się palącą potrzebę kontaktu z drugą osobą. Nawet jeśli będzie to przejazd komunikacją miejską z wieloma pasażerami. Dlatego tak przeraża nas wizja bezludnej wyspy. Nie można z nikim porozmawiać, nie można usłyszeć myśli drugiej osoby. Nikt nie umie tak długo wytrzymać. Nie ma tu znaczenia to, jak bardzo boi się kontaktu.

„Samo istnienie innych ludzi, nie zawsze bliskich, niekoniecznie sympatycznych, jest dla nas wielką wartością, może największą.” [s. 241]

A gdy w końcu możemy się otworzyć

Gdy napotkamy osobę, przed którą możemy się otworzyć, która poczeka aż znajdziemy właściwe słowo – mamy szansę się z aspołeczności wyleczyć. To wymaga dużo pracy nad sobą i swoimi ograniczeniami. Wiem coś o tym, sama swojej aspołeczności nie pokonałam do tej pory. Ale takie książki jak ta pokazują mi, że da się. I nie jest to pusty poradnik pod tytułem „wyjdź do ludzi i wszystko będzie dobrze”. Magdalena Tulli zaczynała rozumieć swoją aspołeczność i powoli kroczyła z powrotem do ludzi.

 „Znajdując właściwe słowo, kontaktujemy się z tym, czego doświadczyliśmy , i z własnymi emocjami.” [s. 75]

Największy problem ludzie aspołeczni mają z…innymi ludźmi. W momencie przyznania się do posiadania takiego lęku, takiego braku porozumienia na pewnym poziomie, nie oczekuje się porady. A najgorszym na co można trafić jest zbagatelizowanie tej cechy. Ludzie lubią aspołeczność spychać na dalszy plan. Określać ją mianem błahostki, którą łatwo można pokonać. Tymczasem ona potrafi blokować na tylu szczeblach życia, że prawdziwe „ja” znajduje się daleko pod warstwami wielokrotnych zabezpieczeń.

„Zauważ, jaki wymowny jest sens szarpania. To odbieranie delikwentowi równowagi, żeby własną odzyskać, bo nam ją zniszczył, kiedy szukał swojej.” [s. 45]

Człowiek człowiekowi wilkiem?

Justyna Dąbrowska porusza też kwestie przemocy. Z doświadczenia i obserwacji wiemy, że inaczej zachowujemy się indywidualnie, a inaczej wśród tłumu. Razem z Magdaleną Tulli zastanawiają się, jak to możliwe, że Niemcy dali się wciągnąć w ideologię Adolfa Hitlera. Mądry naród, który podążył za jednostką, tak mocno przekonaną o swojej racji, że ta przemówiła do wielu.

„Nie dałoby się tego zrobić, gdyby nie było takiej instalacji w człowieku, że kiedy jest w tłumie, to coś mu się wyłącza, a coś innego włącza, czego nigdy by sobie nie wyłączył i nie włączył w samotności.” [s.200]

Idziemy przez życie nawiązując miliony relacji. Niektóre z nich są trwalsze, niektóre trwają sekundy. O te trwałe walczymy, by się nie rozpadły. Staramy się do czasu umocnienia relacji. Potem zapominamy, by ją pielęgnować. Przypominamy sobie o tym, gdy jest już za późno. Czy warto walczyć o naprawienie wszystkich relacji w życiu? Nie warto. Po niektórych zostaje w nas żal. Żal za krzywdę, którą czujemy. Żal za utracone połączenie, które było nam drogie. Ten żal nie zawsze da się ukoić. Kto usłyszał słowo „przepraszam”, o jeden raz za dużo, ten wie, że w pewnym momencie traci ono swoje leczące znaczenie.

„Nie każda katastrofa międzyludzka chce zostać naprawiona. (…) Ludzie to nie rzeczy, nie można jednostronnie zdecydować, że relacja idzie do naprawy.” [s. 156]

Egoizm czy wykalkulowana polityka?

Jak bardzo aktualne jest stwierdzenie, że „człowiek człowiekowi wilkiem” widać w obecnej sytuacji politycznej w Europie. Kwestia uchodźców ze Wschodu pojawia się w mediach od czasu do czasu. Europa próbuje „być w porządku”, a jednocześnie się boi. Boi się o siebie, bo pamięta wojnę. Wie, jak ona smakuje i co potrafi pożreć. Nie chcemy nie swoich problemów i zapominamy, że to nie problem. To ludzie są po drugiej stronie tej barykady.

„Jest lęk, że ktoś przyjdzie i zabierze ci twoje jedzenie, twoje miejsce do życia.” [s. 223]

Trudno z roli martyrologicznej przekształcić się w naród, który będzie umiał pomóc i co ważniejsze – będzie chciał pomóc. My, Polacy, kształtowani w myśl bycia skrzywdzonymi, nigdy tak naprawdę nie wybaczyliśmy. Nigdy nie usłyszeliśmy prawdziwego „przepraszamy”, które mogło mieć kojące skutki. Czy potrzeba czasu, by kolejne pokolenia już nie były zatrute tą klątwą? A może to wszystko w nas siedzi, aż w końcu wybuchnie ze zwielokrotnioną siłą, bo poczucia niesprawiedliwości nie da się ot tak naprawić? Nie chcemy pomóc innym bardziej niż to konieczne. Nam nikt nie pomógł, gdy potrzebowaliśmy.

Kiedy wiesz, że wywiad okazał się czymś więcej – „Jaka piękna iluzja” Justyna Dąbrowska

Jak sama Magdalena Tulli przyznaje, Justyna ma w sobie coś takiego, co sprawia, że zadaje właściwe pytania. Nie wiem w jakim przedziale czasowym była pisana książka, ale podczas lektury odnosi się wrażenie, że to spokojne rozmowy na dość wysokim poziomie intymności.

Trzeba umieć zadać właściwe pytania, nawet jeśli mogą zaboleć. To wiąże się także z tym, że trzeba zwracać ogromną uwagę na odczucia rozmówcy. Jest w książce kilka momentów, które dla Magdaleny Tulli zrobiły się niewygodne i Justyna Dąbrowska zareagowała w nich dokładnie tak jak powinien człowiek. Wyciszyła swoją odpowiedź, ale nie do końca zrezygnowała z drążenia tematu. Sztuką jest trafić w odpowiednią strunę w duszy człowieka, ale jeszcze większą jest pozostawienie tej struny bez uszkodzeń.

W czasie wywiadu należy wiedzieć, kiedy wycofać się na dalszy plan, dać popłynąć drugiej stronie. Wywiady na żywo są niezwykle trudne z kilku powodów. Nigdy nie wiadomo jak zareaguje rozmówca, mimo przygotowanych pytań na tę okoliczność. Z książki wiem, że panie znają się od jakiegoś czasu, może dlatego ich połączenie wydało się tak bardzo właściwe. Gdy nie zna się swojego rozmówcy, konieczne jest odpowiednie przygotowanie do samego wywiadu. To i tak nigdy nie zapewni komfortu obu stronom, jeśli przed wywiadem nie ustalą panujących podczas niego zasad.

To jak z sesją u psychoterapeuty. Jest poufność, ale ograniczona. Jest zaufanie, ale ograniczone. Jest otwartość, ale ograniczona. Dobry autor wywiadów wie, jak tę barierę przekroczyć. Justyna to wie.

Podsumowanie „Jaka piękna iluzja” Justyna Dąbrowska & Magdalena Tulli

„Jaka piękna iluzja” czyli zapis rozmowy Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulli jest obowiązkową pozycją dla każdego. Wszyscy znajdą w niej kawałek siebie. Jedni mniejszy, inni, tak jak ja, większy. U wszystkich wywoła ona refleksje w obszarach, o których na co dzień staramy się zapomnieć. Staramy się, bo bolą lub czujemy się bezsilni. Warto o nich pamiętać, bo to one tworzą z nas człowieka.