Powiedz o tym innym!

Bohaterowie „Pierwszego rogu” wyruszają w podróż, której misją jest rozkaz Drugiego legionu. Chronić kolonie. 

Projekt bez tytułu 1 - Podróż do dalekiego Askiru -  "Drugi legion" Richard Schwartz
Drugi legion – Richard Schwartz

„Drugi legion” to jednocześnie drugi tom cyklu „Tajemnica Askiru” Richarda Schwartza. Pierwszy był „Pierwszy róg” i wprowadzał czytelnika w  fantastyczną wizję świata, w którym żyją nie tylko ludzie. Już w pierwszym tomie pojawiły się krasnoludy, elfy i mroczne elfy.

Mieliśmy do czynienia także z różnymi potworami, magią i rozmaitymi pułapkami. Do tego dochodziły polityczne intrygi i kulturowe niuanse. Jak na fantastykę przystało, nie obyło się bez scen walki oraz ofiar. Wielu bohaterów Richarda Schwartza z łatwością da się polubić, innych zaś znienawidzić. Niewiele jest takich postaci, które odbiorca traktuje jako tło. To niezaprzeczalny plus dla dobrego fantasy, które w dodatku tworzy cykl wydawniczy.

Stare Królestwo i Nowe Królestwo

W „Pierwszym rogu” mieliśmy tylko zalążek tego, jak mogą wyglądać krainy Starego Królestwa. Przebywaliśmy razem z bohaterami głównie w Nowym Królestwie, a w zasadzie w Karczmie Pod Głowomłotem

Za namową skrytego historyka Kennarda, Havald wraz z drużyną ochotników, zmierza do Askiru. To tam zebrać ma się Rada, która może być jedynym ratunkiem przed Imperium Thalaku. O tym Imperium tylko słyszymy z dialogów pomiędzy bohaterami. Spotykamy także postaci je reprezentujące, ale jeszcze tam nie byliśmy. 

„Dobry przywódca sprowadza swych ludzi z powrotem do domu, żywych. Nigdy nie byłem dobrym przywódcą.” [s. 163]

Dla odmiany ruszamy zatem do Askiru, do którego prowadzą magiczne portale. O portalach opowiem dalej, bo są niezmiernie ciekawe. Finalnie trafiamy niestety zupełnie gdzie indziej, niż byśmy pragnęli. Jest to związane z funkcjonowaniem portali właśnie. Taki zabieg ze strony autora sprawił, że poznajemy dodatkowe miejsce: Besarajn. Ta pustynna kraina przypomina Bliski Wschód. 

Dzielna drużyna musi odnaleźć się w nowych warunkach. Gorące powietrze nie jest ich sprzymierzeńcem. Brak wody wcale nie polepsza sytuacji. Dodatkowo nie znają tutejszej kultury ani zwyczajów. Zbieg okoliczności sprawia, że ich podróż nabiera jeszcze gorszych kolorów niż wcześniej. Prawda, że to idealna zachęta na podróż razem z nimi?

Niesamowite bronie

W „Pierwszym rogu” widzieliśmy jak Havald i Leandra poruszali się w boju z mieczami Ostrza Spójni. W „Drugim legionie” oprócz nich dostajemy prezentację umiejętności zabijania kuszą w wykonaniu Varoscha. Możemy podziwiać wirowanie sztyletów Zokory, której ruchów nieraz nie sposób nawet zobaczyć. 

Co więcej, w pewnym momencie natrafiamy na topór, który jest niczym najpiękniejsza praca krasnoludów z Zapomnianych Krain. Bardzo przypomina mi to barbarzyńcę Wulfgara z sagi o Drizzcie Do’Urdenie. Nie rozstawał się on ze swoim Aegis-fangiem. Był on co prawda młotem bojowym, ale podobnie jak topór opisywany w „Drugim legionie”, był idealnie stworzony dla Wulfgara. 

„Ciężki topór bojowy, taki jak ten, był szczególnym orężem. Niewielu dysponowało wystarczającą zwinnością, siłą i staturą, by posługiwać się taką bronią. Drzewce było zrobione z lekko wygiętej czarnej stali i miało długość półtora kroku, a trójkątne żeleźce o eleganckim kształcie składało się z szerokiego liścia i zakrzywionego kolca. Topór nie miał na czubku grotu, był przeznaczony do wymachiwania młynkiem, nie do cięcia.” [s. 389]

Nowe postaci i kunszt języka

W poprzednim tomie poznaliśmy już Sieglinde, jedną z córek jowialnego karczmarza Eberharda. To ona, oprócz Havalda, doświadczyła największej zmiany pod koniec ich przygód w „Pierwszym rogu”. To dzięki niej poznajemy Serafine. Ona przynosi ze sobą dawne historie, pięknie stylizowany język i ogromną wiedzę o krainach Starego Królestwa.

Jej wprowadzenie uważam za intrygujący pomysł na wtłoczenie w postaci wiedzy, której nie posiadają. Mogli to oczywiście nabywać z czasem. Mogli dostać do tego księgi (niektóre mieli). Ale ten pomysł sprawił, że cała historia drugiego legionu stawała się bardziej wiarygodna, a jednocześnie oryginalna.

„Nie kłopoczcie się o złoto, wasza zapłata będzie sowita, lecz powstrzymajcie język, bo już obraziliście mego pana i jego świtę. Sczytujcie życzenia z jego oczu i ust, lecz czyńcie to w ciszy.” [s. 265]

Armin jest nową postacią, wprowadzaną przez „Drugi legion”. Jako stały mieszkaniec Starego Królestwa, jest bardzo pożądanym nabytkiem dla naszej drużyny. Jego wiedza jest imponująca i niejednokrotnie ratuje życie nowo przybyłych.

Los Armina w bardzo pokręcony sposób został połączony z losem Havalda. Ich dialogi wielokrotnie są wypełnione humorem i sarkazmem. Kwestie Armina są bardzo urozmaicone. Jego kwiecisty styl wymowy doprowadza do szału Zokorę. Z kolei jej mordercze zapędy stara się gasić Havald. W konsekwencji wypada to bardzo naturalnie, tak jakby dialogi same się pisały.

„- Dzwonki? Eunuchem? Nie wiem, o czym mówicie. 

Westchnął.

-Chciałem być wytworny. Eunuch zwyczajowo nie nosi brody. I ma obcięte jaja. Czy teraz wyraziłem się zrozumiale?” [s. 273]

Bogowie, oj bogowie

W cyklu Tajemnica Askiru bogowie są ważnym elementem rzeczywistości. W krótkiej anegdocie, którą opowiada Havald, poznajemy wszystkich ważniejszych bogów. Dotychczas bohaterowie wspominali przede wszystkim Soltara, Astarte oraz Solante.

W miarę rozwoju wydarzeń oraz poznawania historii krain, autor raczy nas także koncepcją stworzenia człowieka i możliwościami bogów. Widzimy do czego zdolny jest Boron – bóg sprawiedliwości. Po krótce opowiedziana zostaje rola Bezimiennego, który jest najbardziej chaotycznym i niezgodnym z bogów. Natrafiamy nawet na wzmiankę o bogu ojcu, Nertonie, który umie pogodzić najbardziej zwaśnionych spośród swoich.

Tutaj znajdziecie recenzję „Pierwszego rogu” Richarda Schwartza

Co ważne, bogowie nie są tylko po to, aby budować im świątynie. W rzeczywistości Richarda Schwartza, poszczególne rasy naprawdę w nich wierzą. Wyznają ich zasady oraz otrzymują od nich dary. To jedna z cech, które zawsze lubiłam w fantastyce. Bogowie tutaj byli zdecydowanie bardziej namacalnie niż w naszym świecie. 

„Soltar dał ludziom duszę, aby mogli osiągnąć mądrość pomimo krótkiego życia. Boron dał im ambicję, zaś Janaeas płodność. W ten sposób wszyscy bogowie przyczynili się do stworzenia człowieka.” [s. 56]

Magiczne portale!

Wspominałam wcześniej, że portale przenoszą, zazwyczaj ludzi, z miejsca na miejsce. Tak jest i w fantasy Richarda Schwartza. Z portalami można się zetknąć także w grach RPG. Są cenionym transportem w świecie, gdzie nie ma samolotów. To również dzięki nim można się poruszać pomiędzy światami. W „Drugim legionie” przenosimy się z mroźnego królestwa do pustynnej krainy zwanej Besarajnem.

Dlaczego portale są takie klawe? Ponieważ to idealny koncept na transferowanie bohaterów fantasy na duże odległości. Bez konieczności wymyślania nowych środków transportu lub dostosowywania istniejących. Zazwyczaj portale są związane z magią, bo wymagają maga do ich użycia. W przypadku podróży do Askiru, wystarczyły odpowiednio ułożone kamienie. Trzeba jednak znać tę kolejność! 

Od czasów gier RPG raz uwielbiam, raz nienawidzę portali. Z prostego powodu – w grach zdarzają się błędy. Niejednokrotnie portal prowadzi sam do siebie albo, co gorsza, do bliźniaczo podobnej komnaty. A już zdecydowanie najgorsze okazują się zadania, w których jest więcej niż jeden portal, a wszystkie z nich trzeba przejść w określonej kolejności. To już wolę niepewne ułożenie kamieni z „Drugiego legionu”. 

„- To kamienie do mniejszego portalu. Kamienie portali towarowych były większe, niemal roziaru pięści. Obawiam się, że dla tych kamieni musicie najpierw znaleźć odpowiednie wrota.” [s. 19]

Ech, ta Zokora!

„- Parę dni temu Havald próbował wytłumaczyć mi, o co chodzi z tą tak zwaną przyjaźnią, tak wysoce cenioną przez ludzi. Jeśli dobrze zrozumiałam, jest to dziwna rzecz, kompletnie oderwana od korzyści własnej. Właśnie to ćwiczę.” [s. 16]

Zokora, mroczna elfka, to moja ulubienica z pierwszego tomu. Mam sentyment do mrocznych elfów od czasów Viconii z Baldur’s Gate oraz Drizzta z Zapomnianych Krain. Niby są takie złe, okrutne i nieludzkie. A jednak okazują się niezłomne w walce, lojalne jak nikt inny i bardzo pragmatyczne. 

Dzięki niej, lepiej poznajemy Varoscha oraz Poppet. Nie chcę zdradzać tożsamości Poppet, poznacie ją w pierwszym tomie tylko pobieżnie. W „Drugim legionie” będzie istotną postacią, co do której można mieć dwojakie uczucia. Przez pierwszoosobową narrację Havalda, trochę przyjmujemy jego sposób reagowania na wydarzenia. Dlatego reakcja na Poppet będzie nie do końca obiektywna. Poznacie jej historię i zobaczycie, czemu okazuje się ważnym nabytkiem drużyny.

Varosch zdecydował się na podróż ku Askirowi z kilku powodów. Jednym z nich była lojalność wobec Zokory. Drugim, chęć przeżycia przygody. Trzecim wydaje się jego bliskość bogowi sprawiedliwości, Boronowi. Varosch nie jest typem człowieka, który będzie bezczynnie siedział i czekał na zmianę swojego losu. Polubicie go, jeszcze zanim poznacie jego przeszłość. 

Co więcej, obecność Zokory pozwala poznać kolejne zwyczaje mrocznych elfów. W pewnym momencie dostajemy przepis na bardzo uzależniające jedzenie, od którego potrafią zbzikować nawet te mroczne istoty. Fermentowany sok z grzybów okazuje się idealnym sposobem na podporządkowanie sobie nie tylko mrocznych elfów.

Jeśli, tak jak ja, uwielbiacie Zokorę, to scena z 431 strony sprawi, że docenicie wybitne zdolności polskiego tłumaczenia oraz powstały tam humor sytuacyjny.

Nowe potwory

Jak fantasy, to i potwory. Nasza dzielna drużyna musi pokonywać wiele trudności podczas swojej podróży. Jedną z nich są kreatury, które wielu z nich widzi pierwszy raz na oczy. Z pomocą przychodzi wielokrotnie Zokora, która najlepiej zdaje się znać wszelkie rodzaje poczwar. Śmiem twierdzić, że gdyby nie ona, to z drużyny zostałyby same kości już na początku tomu drugiego. 

Poznajemy głębiopełzaki, które potrafią się organizować, świetnie czują się w mroku. Nie boją się ognia, co czyni je jeszcze trudniejszymi przeciwnikami dla magów. Jakby tego było mało, plują kwasem i robią to bardzo celnie. Co więcej, poruszają się zazwyczaj w dużych grupach, co dla małej drużyny potrafi być wystarczające do poniesienia sromotnej klęski.

Żeby nie było samych „zwyczajnych” potworów, mamy także magiczne watramy. Wyglądają jak wielkie psy, ale mają koci łeb. Ich skóra jest pokryta łuską, przez co trudniej je zabić, zwłaszcza z kuszy. Te istoty są tworzone przez łowcę. Ich zadaniem jest znalezienie ofiary, na której poszukiwanie został wysłany łowca.

Podsumowanie „Drugi legion” Richard Schwartz

Jeśli szukacie wciągającego fantasy, w którym mieszają się nie tylko rasy, ale i kultury, to „Drugi legion” będzie idealny. Richard Schwartz nie stworzył takich samych elfów, drowów i krasnoludów. Nawet ludzie różnią się między sobą, zależnie od regionów. 

Docenicie twórczość Richarda także ze względu na sceny walki, które nie są czystym „wyjdź, zabij, wróć”. Mamy strategię, mamy podstęp i wykorzystanie różnych umiejętności bohaterów. 

Gdy nigdy nie słyszeliście o Richardzie Schwartzu i jego książkach, zacznijcie od „Pierwszego rogu”. To ten rodzaj cyklu, który nie lubi, kiedy czyta się go od środka.