Powiedz o tym innym!

Dwóch myśliwych. Jedna Zona. Najbardziej doświadczeni stalkerzy muszą użerać się z wojennymi, którzy ciągle nie nabrali dla Zony wystarczającej rezerwy. Z kolei Abaszyn i spółka wydają się mieć dużo szczęścia podczas swoich przygód. „Do zobaczenia w piekle” Sławomira Nieściura gładko przenika między anomaliami.

Projekt bez tytuu 16 - Nie ma nic równie nieobliczalnego jak Zona - "Do zobaczenia w piekle" Sławomir Nieściur
Sławomir Nieściur Do zobaczenia w piekle

Myśliwi, zaprawieni w boju z mutantami stalkerzy, Rybin i Jusupow, mają tyleż szczęścia co umiejętności. Panuje już powszechna opinia, że z nimi Zona niestraszna. Opiekują się sobą nawzajem, rzucają niewybrednymi żarcikami i siarczystym bluzgiem od czasu do czasu. Ale to oni znają Zonę najlepiej i, co ważniejsze, wychodzą z niej cali i zdrowi. Dlatego są tak bardzo cenni dla wojennych, którzy może i dobrze posługują się bronią, ale życia zupełnie nie znają!

Recenzja pierwszego tomu Sławomira Nieściura z Zony – tutaj

Oprócz łowczych trafiamy też z powrotem na grupę Abaszyna, która trochę się zmniejszyła przez dwie ostatnie powieści. Po historii z Waruchinem przyszedł czas na obarczanie się winą i refleksje nad tym, do czego doprowadziła ich historia z Jantarem. Jak widać Zona nie jest jedynym niebezpieczeństwem, na które powinni uważać. Zadarli z wojskiem, a tego nikt im płazem nie puści. Czy uda im się wrócić na Jantar i dokończyć to, co zaczęli?

Sławomir Nieściur i jego Zona nie była moją pierwszą przygodą z postapokaliptycznym uniwersum, ale wspominam ją naprawdę przyjemnie. Mimo całych anomalii i mutantów wokół. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich książek – „Wedle zasług” i „Ostatniego zeżrą psy” – „Do zobaczenia w piekle” nie jest podzielone na przeszłość i teraźniejszość. Dzięki temu sprawniej się czyta, ale z pewnością nie warto zaczynać swojej stalkerskiej warty od tej ostatniej części.

A to wcale nieprawda! Pod warunkiem, że snorki są nieżywe i odpowiednio upieczone. Może i są ciężkostrawne, ale z pewnością są jakimś źródłem białka. W Zonie nie ma pożywnego jedzenia, trzeba je sobie odpowiednio wcześniej załatwić. A jak już utknie się w niej zbyt długo, to niestety trzeba sobie radzić, aby przetrwać. Konserwy się kiedyś kończą, a mutanty są w stanie wyżywić niejednego stalkera. Może po prostu nie warto patrzeć, tylko jeść?

 „Odziane w strzępy mundurów, w zniszczonych, utytłanych brudem maskach przeciwgazowych, tkwiły w bezruchu, podpierając się sękatymi, szponiastymi dłońmi, dopóki [Kola] nie zniknął między drzewami” [s. 31]

Tylko czasami dostajemy opisy mutantów i same starcia z nimi. Więcej u Nieściura jest opisów relacji między bohaterami i samej drogi, którą pokonują do celu. Burerki już były, choć w słodszej wersji (uśmiechnięty jak Joker). Złamce są nowymi mutantami, o których opowiadają bohaterowie. Są tak żywo opisane, że bez trudu można wyobrazić sobie biednego złamca, który wielkimi łapami głaszcze rannego stalkera. Książka, która dziala na wyobraźnię to skarb

„Złamce, chyba najbardziej ludzkie spośród całej menażerii, nie były specjalnie agresywne, mało tego, zdarzało się, że napotkawszy rannego stalkera, czuwały przy nim, odpędzały drapieżniki, a nawet próbowały go pięlegnować, choć przeważnie z opłakanym skutkiem.” [s. 121]

Ostatnia część, która zostawia wiele otwartych wątków

Sławomir Nieściur postanowił w tej części wracać do Rybina i Jusupowa znacznie częściej i to bardzo mnie ucieszyło! To dzięki nim w tych historiach poznajemy nowe mutanty i anomalie. Choć nie omijają one innych bohaterów, to myśliwi znają je najlepiej. Autor umiejętnie manewruje między wszystkimi postaciami. Tak, jak we wszystkich jego powieściach, nikt nie wybija się na pierwszy plan.

 „[Tunele] Mroczne i ciasne, stanowiły idealna schronienie dla tuszkanów. Te nie większe od wiewiórki zębate skurwysyny mnożyły się w Zonie w przerażającym tempie, szybciej chyba niż ślepe psy.” [s. 45]

Już przy ostatnich kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że historia żadnej z postaci nie skończy się w tym tomie. Zakończenie urywa ciąg zdarzeń i sugeruje, że można spodziewać się kolejnej części. A niestety opis książki na okładce wyraźnie zaznacza, że to ostatni szlak cyklu. Może po chwilowej przerwie, Sławomir Nieściur wróci do bohaterów, których zdążyła już polubić cała rzesza ludzi. 

Recenzja drugiego tomu przygód Jusupowa i Rybina – tutaj

Co ważne – nie musisz lubić postapokaliptycznych klimatów, aby polubić trylogię Sławomira Nieściura. Sam rozwój bohaterów i dialogi między nimi sprawiają, że bardzo przyjemnie czyta się jego książki. Humor sytuacyjny i słowny sprawia, że często podczas lektury człowiek się może uśmiechnąć. Emocje wywoływane przez „Do zobaczenia w piekle” to nie tylko przyjemność i radość. To także smutek za bohaterami, ktorych Nieściur nie oszczędza. Odczuwamy też złość na niefrasobliwość albo cyniczność niektórych postaci. 

Podsumowanie „Do zobaczenia w piekle” Sławomir Nieściur

Dla fanów stalkerskiego uniwersum Sławomir Nieściur jest już znanym i lubianym autorem. Jeśli jednak w ogóle nie kojarzycie jego twórczości, zacznijcie od „Wedle zasług”, aby mieć chronologiczną warstwę przygód całej gromadki bohaterów tego uniwersum. Zakończenie „Do zobaczenia w piekle” zostawia otwartych wiele wątków, więc mam nadzieję, że okładkowy frazes „ostatnia część cyklu”, to jedynie dziwny zabieg marketingowy 😉 Czytaliście Krzysztofa Haladyna i jego postapokaliptyczne przygody, to Nieściur przypadnie Wam do gustu w 100%!