Powiedz o tym innym!

Paweł Kornew wraca z dalszymi przygodami Sopla w Przygraniczu. Fort nie jest miejscem, do którego Sopel chciałby ponownie zawitać. Zbyt wielu wrogów w jednym miejscu. Ale co poradzić, jak ma się nóż na gardle (sic!), a magię w głowie?

Untitled design - Strzeżcie się Czarnego południa. Wydobywa z ludzi najgorsze rzeczy. Paweł Kornew i Sopel wracają!
Czarne południe Paweł Kornew

„Czarne południe” to nie jest typowa fantastyka, w której dostajemy całkowicie nowe uniwersum. Przygranicze i nasz świat są równoległymi wszechświatami. Różnica tkwi jednak nie tylko w wiecznej zmarzlinie Przygranicza. To dopiero w Przygraniczu ludzie zaczynają wykazywać magiczne zdolności. A wiadomo, że jak dać człowiekowi magię, to drogę znaczyć będą trupy, prawda? W świecie Pawła Kornewa magia ma jednak swoją cenę. Nie ma cudów z niczego, a zima nigdy nie była równie zabójcza.

Po dwóch tomach przygód Jewgienija Apostoła w Przygraniczu, wracamy do historii Sopla. Pech chciał, że to Sopel okazuje się na tyle wyjątkowy, aby sterować narzędziem łączącym świat Przygranicza i naszą rzeczywistość. Tęsknota za nią rozrywa lodowate pozostałości po sercu Sopla. Czy będzie w stanie otworzyć drogę powrotną? I komu najbardziej zależy, aby ten portal stanął otworem? Sopel musi uważać, aby nie skończyć z nożem w plecach, zamiast w ręku.

To drugie wydanie „Czarnego południa”, którego pierwsza seria wyszła nakładem Fabryki Słów w 2012 roku. Sopla do tej pory kojarzyłam ze wspominek znajomych i innych recenzji. To od jego przygód rozpoczyna się historia polskich odbiorców z Przygraniczem Pawła Kornewa. W tłumaczeniu Rafała Dębskiego to kawał solidnego świata, który urzeka swoją mroźną pogodą, a zatrzymuje wyrazistością postaci.

 Biegam, biegamy i jeszcze raz biegamy?

Zarówno Jewgienij, jak i Sopel to postaci dynamiczne, żyjące ciągle z przygody na przygodę. Czasem ma to większy cel, czasem niektóre z tych przygód są zamkniętym opowiadaniem. Ci, którzy ubolewają nad tym właśnie faktem, że to chaos skakania z kwiatka na kwiatek, nie dostrzegają drugiego dna. Paweł Kornew postawił na charakterystykę postaci. Ich przygody są drugorzędną sprawą. To Jewgienij lub Sopel są tutaj najważniejsi. A to, że przy okazji wpadają w niezłe tarapaty, to tylko dodaje wszystkiemu smaczku. Kto by chciał czytać wyłącznie monologi?

„Czarne południe” to moja pierwsza styczność z Soplem. Od samego początku autor daje nam do zrozumienia, że ta książka będzie poszukiwaniem pewnego artefaktu. Dlaczego zatem niektórzy czytelnicy są tym faktem zaskoczeni, nie wiem. Bohater dostaje bardzo ważne zadanie, któremu i tak nie mógłby odmówić. Klasyczna sytuacja, w której niemal każdy scenariusz przyszłości jest jednakowo czarny. I od tego momentu podążamy zaśnieżonymi drogami Przygranicza, a w zasadzie głównie Fortu, razem z Soplem. Odwiedzamy starych znajomych, wyrównujemy dawne rachunki, spłacamy zaciągnięte długi. Historia nie jest przesadnie naciągana ani rozciągnięta w czasie, aby uznać, że Paweł Kornew nie miał już pomysłu dla Sopla. Wręcz przeciwnie – zakończył ten tom dokładnie tak, jak powinien. Jeśli chcecie sprawdzić, co się wydarzyło – powinniście już teraz kupić „Czarne południe”!

Trzeba jednak przyznać, że brak Napalmowych przyśpiewek, byłby bardzo bolesny!

„Duszno mi trochę i trzeba hemoglobiny.

Postaw na stole wino, w barwach jak rubiny.

Pozostaje tylko ono, dopóki tli się życie, 

Rwą mnie zęby, a w uszach potępieńcze wycie.” [s. 174]

 

Wywiad z Pawłem Kornewem znajdziecie tutaj

 Nieśmiertelność Sopla

Była jedna rzecz, która mnie irytowała. A przeczytałam raptem pierwszy tom przygód Sopla w swojej czytelniczej historii. Otóż nieśmiertelność Sopla. Chłopak ma swoje super moce. Jest niewątpliwie dobrym bojownikiem i ma świetny refleks. Ale czemu w końcu coś go nie zabiło?! W samym „Czarnym południu” jest tyle okazji, aby Sopel stał się faktycznym soplem, że trudno to nawet zliczyć. Magiczne zdolności, zwłaszcza specyficzne możliwości widzenia, ułatwiają Soplowi ratunek w ostatniej chwili, ale bez przesady. Czasami przydałoby się albo go dotkliwiej zranić, albo ominąć pewne sceny. W pewnym momencie czekałam aż coś go w końcu zabije. Nie z jakiegoś dziwnego sadyzmu, ale po to, aby przekonać się, czy w ogóle się da.

„- I co? – Generałow zajrzał jej przez ramię.

– Zimno… – Dziewczyna zmrużyła oczy, podniosła klingę do twarzy i nagle jednym płynnym ruchem wsadziła ją sobie w oko po rękojeść.” [s. 313]

 

Cykl o Soplu czy cykl o Jewgieniju Apostole – co wybrać?

Oba cykle osadzone są w Przygraniczu. Obaj główni bohaterowie są mężczyznami. Zarówno Sopel, jak i Jewgienij, nie mają łatwego życia. Świat rzuca im kłody pod nogi, nawet wtedy gdy myślą, że wychodzą na prostą.Obaj trochę rozrabiają i w pewnych momentach nie są dobrze widziani w Forcie. Obaj bohaterowie spotykają na swojej drodze różne postaci drugoplanowe, które nie przejmują narracji, ale potrafią być bardzo charakterystyczne.

Co ważne, w obydwu seriach spotykamy Napalma, którego radosny optymizm rozświetla ponure sytuacje. Przygody Sopla i Jewgienija łączy także Wiera.Co jednak najistotniejsze – oba cykle można czytać rozłącznie bez przeszkód. Ja zaczęłam od Jewgienija i dopiero wdrażam się w życie Sopla. Fakt, że dopiero teraz wiem o wspólnych bohaterach, raczej dodaje smaczku niż zniechęca przed niechronologicznym podejściem do książek z serii Przygranicze.

Osobiście bardziej do gustu przypadł mi Jewgienij. Dlaczego? Może to ta jego handlowa smykałka do wywęszenia wszędzie dobrych interesów. Zarówno Jewgienij, jak i Sopel są wrażliwi, mimo że najczęściej udają twardzieli, którym najsroższa zima nie jest straszna. W Soplu wyraźnie można wyczuć tęsknotę za dawnym życiem. Jewgienij żyje teraźniejszością, choć niektóre jego decyzje mogą mieć konsekwencje w bliższej lub dalszej przyszłości. Ale to jego sposób bycia ujął mnie bardziej niż Sopla.

Podsumowanie „Czarne południe” Paweł Kornew

Podsumowując, „Czarne południe” wydaje się mieć powolną akcję, ale to tylko złudzenie. Twórczość Pawła Kornewa nie jest nastawiona na dynamizm, ale częste zwroty akcji. Autor lubi wprowadzać atmosferę napięcia i oczekiwania na nadchodzący cios. Tak samo było w cyklu o Jewgieniju Apostole. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu z Michałem Gołkowskim, książki Pawła są wolniejsze. Doceniam je także za małą ilość wulgaryzmów i używanie ich kontekstowo. Nieśmiało napomknę, że jak podobał wam się Krzysztof Haladyn ze swoim Sołdatem, to Sopla też polubicie.