Groza ulepiona w maleńkich formach

Czy strach może mieć cielesną powłokę? Jak bardzo nasze wyobrażenia mijają się z rzeczywistością? Często sami szukamy cierpienia w życiu, uważając swoje przedpiekiełko za małą świątynię i hołdując mu codziennie z nieopisaną radością. Fizyczne i psychiczne katusze potrafią mieć wiele wymiarów i tworzyć najróżniejsze scenariusze. W „Sourland” poznacie rozmaite możliwości sprawiania i doznawania bólu.

Sourland Oates
Sourland Oates

Ten zbiór opowiadań to przede wszystkim złe przygody przydarzające się kobiecym bohaterkom – większość z nich była konsekwencją ich własnych działań. Męska część postaci jest z kolei pełna zwierzęcych instynktów, które biorą górę nad ich człowieczeństwem. Jednocześnie kobiety są narażone na wiele niebezpieczeństw, same się o nie proszą i niemal lgną do nich. Jakkolwiek źle by się nie czuły, zawsze znajdują minimalnie pozytywny wymiar w tym co się wydarzyło. Przemoc nieuchronnie łączy się z seksem, a seks ze skrajnymi emocjami. Absurd goni przerażenie, a skrajność wsysa Czytelnika od pierwszej strony do ostatniej.

Joyce Carol Oates to autorka horrorów i … książek dla dzieci. Laureatka wielu nagród, do niedawna koordynatorka nauki kreatywnego pisania i współredaktorka „Ontario Review”, teraz na spokojnej emeryturze, dalej owocującej dobrą literaturą. Jej osobiste przeżycia po śmierci pierwszego męża to nic innego jak „Opowieść wdowy”. W tych krótkich opowiadaniach zawartych w „Sourland” wyraźnie widać jej inspirację gotycką powieścią. Ponura narracja, tajemnica i cieknąca grozą sceneria, dziwne i wypaczone postaci – to z pewnością znajdziecie w tych miniaturach. Brutalność, strach i przejmujący smutek bohaterów poszczególnych opowiadań, mimo że niektóre wydają się dojmująco naiwne, robią swoje. Jeśli przypadła Wam do gustu literatura grozy, z melancholijną narracją, to „Sourland” i zawarte w nim krótkie opowiadania będą strzałem w dziesiątkę.

Sourland
Joyce Carol Oates
Bellona

Wyjątkowo paskudna historia

Ginie młoda dziewczyna. Historia jakich wiele. Autodestrukcyjna psychika ofiary, zagniewany chłopak – sytuacja wydaje się beznadziejne prosta. Problem w tym, że punkt wyjścia znajduje się zupełnie gdzie indziej, a jego wydedukowanie nie będzie takie łatwe jak wszyscy myślą. Jak bardzo potrafimy zniszczyć życie drugiej osoby, aby uzyskać nasz cel? W jakim stopniu jesteśmy uzależnieni od mediów społecznościowych i jak wielki wpływ mają one na nasze życie? Czy najbliższe nam osoby faktycznie są tymi, za których ich uważamy? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych poznacie w „Paskudnej historii” Bernarda Miniera.

Paskudna historia Minier
Paskudna historia Minier

Archipelag San Juan i wyspa o tej samej nazwie, która się na nim znajduje to przepiękna okolica uwielbiana przez kajakarzy morskich. To tutaj można (z bezpiecznej odległości) obserwować płynące orki (to naprawdę nie są słodziaki z dobrze nam znanego filmu, to ogromne drapieżniki). To wreszcie tutaj zdarzyła się ta paskudna historia. I tak naprawdę w całej tej sytuacji lepsze byłoby zastosowanie metodyki indukcyjnej niż dedukcyjnej, bo ta druga mogła doprowadzić do błędnych wniosków. Poznajemy Henry’ego w bardzo trudnym momencie życia. Ten młody człowiek musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu i w pewnej chwili niemal czujemy jego bezradność płynącą ze stron książki. Zastanawiamy się także czemu taka bestialska zbrodnia została popełniona w tak spokojnym miejscu, na tak rozsądnej i niewinnej dziewczynie. A parę rozdziałów później nasz zbudowany z cegiełek dedukcji mur runie, bo Minier postanowił wyprowadzić Czytelnika w pole. Piękna sprawa.

„Paskudna historia” była bestsellerem już zanim trafiła do rąk Czytelników. Dlaczego? Bo Bernard Minier pisze genialne kryminały. Tę pozycję można nawet podpiąć pod thriller psychologiczny, bo autor rozbiera na czynniki pierwsze jednostkę, relacje międzyludzkie i społeczeństwo jako całość. I dodatkowo spaja te wszystkie elementy logiczną i, straszną w swej prostocie, fabułą. Żaden bohater nie jest czarny ani biały, gdy już wydaje nam się, że zbudowaliśmy sobie obraz danej osoby, w następnym rozdziale rozsypuje się on na kawałeczki. Choć praca policyjna jest tu zepchnięta na dalszy plan, a większy nacisk jest położony na emocje i ukazanie zbrodni ze strony bezpośrednio związanych z nią osób, to nie odczuwa się tego jako negatywnej cechy.

Bernard Minier to francuski pisarz, który napisał dopiero trzy książki, ale zyskał dzięki nim sporą rzeszę fanów , którzy czekają na kolejne jego książki z wypiekami na twarzy. Nic w tym dziwnego. W swoich książkach nie układa banalnej fabuły, z przewidywalną treścią lecz porusza ważkie tematy współczesnego świata układając je gdzieś pośrodku makabrycznej zbrodni. Nawiguje Czytelnikiem jak chce, dając mu co rozdział nowych podejrzanych, nowe motywy i nowe poszlaki, które wytrącają z równowagi i pewności co do sprawcy przestępstwa – i to są cechy błyskotliwego kryminału. Do tej pory urzędnik celny, teraz wzięty pisarz thrillerów – i niech nikt nie mówi, że życie nie może się zmienić o 180 stopni!

Paskudna historia
Bernard Minier
Rebis 2015

Gdy siła miłości jest większa niż chęć autodestrukcji

Rany na ciele potrafią być ucieczką od bólu szargającego naszą duszą. Ból fizyczny idealnie przytępia intensywne cierpienie psychiczne. Tylko kiedy przestać? Czy w ogóle da się zatrzymać tak wielką maszynę, która wciąga w zadawanie sobie ran? Które z nich – psychiczne czy fizyczne są trudniejsze do zniesienia? Jak wyjść naprzeciw demonom przeszłości, aby nie strawiły nas do cna?

Ocalenie Callie i Kaydena
Ocalenie-Callie-i-Kaydena

Callie i Kayden rozstali się w dramatycznym momencie. On znalazł się w szpitalu, ona nie do końca wiedziała co się stało. Dla dwójki kochających się osób to tragiczny moment, zwłaszcza wtedy, gdy nie można się nawet dowiedzieć jakichkolwiek strzępków informacji o losie ukochanej osoby. Żyje – owszem. Ale co się wydarzyło? Dlaczego wszystko się zmieniło i jak to naprawić? Czy teraz, po czymś takim, Callie i Kayden będą potrafili znów być razem? A może brutalna przeszłość i rysy na duszy nie pozwolą o sobie zapomnieć i skutecznie przeszkodzą ich szczęściu?

Jessica Sorensen to amerykańska autorka powieści typu Young Adult, które opowiadają o trudnych życiowych aspektach, a jednocześnie ich styl jest na tyle lekki, że te kwestie nie przytłaczają Czytelnika swoim wymiarem. „Ocalenie Callie i Kaydena” to drugi tom z tego cyklu, pierwszy – „Przypadki Callie i Kaydena” miał bardzo przychylne opinie Czytelników, a przed nami trzeci tom „The resolution”. W tym cyklu jest także opowieść „Violet & Luke” oraz „Seth & Greyson”, czyli postaci, które występują w „Callie i Kaydenie” jako role drugoplanowe, choć jednocześnie wystarczająco wyraziste, aby ich historia toczyła się równocześnie w tle. Cała książka nie jest niczym rewelacyjnym patrząc na fabułę, ale jest ciekawym studium autodestrukcyjnego umysłu, potraktowanego co prawda trochę po macoszemu, niemniej jednak jest to cecha odróżniająca „Callie i Kaydena” od innych książek z gatunku Young Adult.

Wychodzę z założenia, że wolę aby ludzie czytali, nawet Harlequiny niż nie czytali w ogóle. Doceniam sens pozycji z cyklu Young Adult, które choć mogą wydawać się irytująco naiwne, to jednak opowiadają ważkie kwestie dla młodszych pokoleń. Mimo iż sama zdecydowanie wolę cięższą literaturę, to czasem celem odpoczynku dla mózgu, pozwalam sobie sięgnąć do lżejszych pozycji, które nie przytłoczą mnie nadmiarem refleksji i wytężonej pracy umysłu, ale jednak opowiedzą sobą jakąś historię, która poruszy struny w mojej duszy. Trzeba przyznać, że „Ocalenie Callie i Kaydena” nie jest prostą bajeczką o dwojgu młodych ludzi, którzy mają banalne problemy, ale jak dla mnie zdecydowanie zbyt łatwo z nich wybrnęli. Sfery, które porusza autorka należą do bardzo ciężkich problemów psychicznych i obawiam się, że nawet bardzo silna miłość nie jest w stanie sama ich naprawić. Choć niewątpliwie byłoby to bardzo romantyczne rozwiązanie.

Ocalenie Callie i Kaydena
Jessica Sorensen
Zysk i S-ka 2015

Dziesięć w skali Beauforta

Los marynarza to nie tylko rum i gorące kobiety. To przede wszystkim ciężka praca, która obfituje w te pierwsze czynniki, racząc tymi drugimi trochę rzadziej. Najczęściej skupiamy się na tych radosnych stronach ich pracy, pomijając zupełnie te mroczniejsze i straszniejsze aspekty, bo przecież ten kto nie boi się morza jest bezbrzeżnym głupcem. Potężne, bezlitosne i równie śmiercionośne jak inne żywioły, niedoceniane przez przyszłych topielców, obdarzane czcią przez marynarzy. Posłuchajcie ich opowieści z mesy.

Anegdoty z naszej floty Henryk Mąka

„Morze jest teatrem, w którym scenografię tworzy wiatr i woda” W. Szekspir

W „Anegdotach z naszej floty” znajdziecie całą masę uroczych opowieści, którymi dzielą się między sobą morscy druhowie. Dowiecie się co to jest biskup morski, jak konnica może zdobyć okręt, a także jak zareagował kapitan pewnego statku, gdy dostał łatkę „tuman idiot!”. W przezabawny sposób poznacie historię polskiej żeglugi od kuchni (dosłownie!). Autor rozpisał wiele barwnych historii, przy których można się niesamowicie uśmiać i które warto sobie zapamiętać, aby móc opowiedzieć dalej – szkoda, aby taka wartość literacka została zapomniana.

„Mówili o nim: zły kapitan,
Gdy tonął, też o drogę pytał”

Henryk Mąka to polski pisarz, marynista, człowiek od lat emocjonalnie związany z gospodarką morską, Bałtykiem, Szczecinem i Świnoujściem. Był swego czasu redaktorem m.in. „Głosu Szczecińskiego”, „Tygodnika Morskiego”, potem także redaktorem naczelnym czasopisma „Jantar”. Napisał kilkadziesiąt książek o tematyce marynistycznej, wyróżnionych nagrodami, a sam został odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Srebrnym Krzyżem Zasługi. Współtworzył w Szczecinie Klub Marynistów, Ogólnopolski Sejmik Twórców Morskich oraz Festiwal Krótkometrażowych Filmów Morskich.

„Kawior jest rosyjską ikrą, której oni mieli kiedyś bardzo dużo, a dziś jej brakuje” – z cyklu zeszyty szkolne.

Jako stary wyjadacz morskich opowieści postanowił zgromadzić je w tej niewielkiej książeczce ku ucieszy swoich wiernych fanów i tych, którzy spotkają się pierwszy raz z jego twórczością. Nie ma bowiem nic lepszego niż wilk morski opisujący śmieszne momenty z marynarskiego życia i te mniej radosne, za to niezwykle zapadające w pamięć. Z całego serca polecam!

„Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co da ci „Honoratka” – z cyklu napisy restauracyjne…

Anegdoty z naszej floty
Henryk Mąka
Bellona 2015